niedziela, 18 maja 2014

Bezsenne noce i wiosenny świr czyli muszę wymacać świat.

Nie śpię dobrze. Budzę się często, przepadam w dziwnych snach, gdzie śnią się ci, co tu i teraz. Witam świt herbatą i tostami, drzemię, słuchając budzących się ptaków, patrzę na poranne mgły i noce rozmyte w deszczu światła. 
Odnajduję siebie, drobiazgi, które robiłam, poupychane w szufladach, szafkach, pod oczekiwaniem na lepszą przyszłość i smutkiem rozczarowania. 
Wracam do przeszłości "sprzed", idę do przyszłości "po". Znów cieszę się ludźmi, rozmową, smażonymi wspólnie naleśnikami, mizerią z cukrem i miękkim kocem pod policzkiem. Skaczę przez klocki i wymyślam bzdury, tworzę nowe historie i nowe przestrzenie. Poznaję Pumę i Klockowego Ludzika, szukam szczęścia w tajemnym sejfie i wilgocią pachnącej kawalerce. Biegnę po ulicach, żeby zdążyć, śmieję się głośno w klepie z zabawkami i wymyślam małe prezenty, inspirujące twórcze zapędy po drugiej stronie. 
Tańczę rano w szlafroku i gram wieczorem na gitarze. 
Wychodzę z szafy, choć wciąż się boję i wciąż zadaję sobie pytanie, czy mogę zaufać i czy to, co widzę, jest prawdą. Im bardziej czuję świat pod palcami, tym bardziej się ośmielam. 


niedziela, 11 maja 2014

do P.

"Kiedy ktoś, kogo kochasz, umiera, i to niespodziewanie, nie odczuwasz straty natychmiast. Tracisz tego kogoś kawałek po kawałku przez długi czas - w miarę jak przestaje do niego przychodzić poczta, jak wietrzeje zapach jego perfum na poduszce oraz ubrań w szafie i  szufladzie. Stopniowo gromadzisz fragmenty, które odeszły. Wtedy właśnie nadchodzi ten dzień - ten dzień, gdy brakuje ci szczególnie jednej konkretnej cząstki i przytłacza cię uczucie, że ta osoba odeszła na zawsze, a potem nadchodzi inny dzień i odczuwasz szczególny brak czegoś innego. " 
John Irving, Modlitwa za Owena. 


sobota, 10 maja 2014

sobota rano

Noc cicha i ciemna. Czujnie przeleżana, w bałaganie myśli i uczuć. Herbata o 3.00 nad ranem, kanapka o 7.00 rano. Drzemka, niespokojny sen. Drżenie rąk i pływający telefon w wannie. Trudny sobotni poranek, między kroplami deszczu na szybie, szumem suszarki, smutnym dźwiękiem dzwonka. 

Rozbita i pełna niepokoju czekam na popołudnie, które zajmie myśli, dłonie i przestraszone oczy. 



czwartek, 8 maja 2014

cebula

Obieram siebie, jak cebulę, z kolejnych warstw, rozlewając łzy na około. Kapią na dłonie, spływają po palcach, wprost na łupiny mojej przeszłości. 
Skrupulatnie, jak pod mikroskopem, oglądam je i precyzyjnie zapisując wynik,  załamuję ręce nad kolejną porażką badawczą. 

Tylko śpiąc nie można schrzanić niczego. 


poniedziałek, 5 maja 2014

gdzieś pomiędzy wtedy a teraz



* * *


Przemarznięte dłonie grzeję w pianie, przewracam kolejną stronę, zagubiona próbuję dopłynąć do brzegu wanny. Opieram policzek na swojej dłoni, która mocno trzyma się krawędzi. Tak chwiejna jest teraz moja równowaga. Łzy trwają wciąż w pogotowiu, na baczność z tyły oczu się czają. Czekam na sen i wtedy cicho łkam w poduszkę, żeby nie obudzić nikogo. 
Rozglądam się i patrzę i chcę więcej i dużo dobrego, objąć, przytulić, zanurzyć się pomiędzy ciepłym gestem, dowcipem, słowami, które czytam; namacalnie wreszcie móc sobie być i odetchnąć głęboko i zasnąć spokojnie, bez oczekiwania, bez lęku, bez poczucia braku i tęsknoty. 


Melancholia

Jakaś tęsknota się przyplątała, smuteczek na parapecie przysiadł, rozgościł się pomiędzy biedronką a muszką, wącha konwalie i patrz na mnie dużymi oczami. Wydaje się rozgoszczony, chociaż go nie zapraszałam. 
Odkurzam więc, czyszczę, sprzątam, wycieram kurze, zmieniam pościel, porządkuję, wypachniam, przestawiam, zmieniam, dodaję, odejmuję i próbuję ze wszystkich sił odegnać go precz. Ale on nadal siedzi na parapecie.
Nie jest to wymarzone towarzystwo, ale chyba zjemy dziś razem kolację i nawet pewnie posiedzimy w wannie. A konwalie tak ładnie pachną, że podzielę się tym zapachem. 


sobota, 3 maja 2014

Wróżby

Stawiam pasjanse, przekładam, tasuję, od rana wpatruję się w karciane figury, bojąc się przyszłości, którą mogę zobaczyć. Świat zaskakuje mnie, pędząc obok. Znów wchodzę w niego, znów nieśmiało, niepewnie, rozglądając się uważnie na boki. Ostrożnie patrzę na dłoń wyciągniętą w moim kierunku, uśmiechając się lekko i patrząc na wszystko z szeroko otwartymi oczami. 


"There's a place
Where I can go
When I feel low
When I feel blue
And it's my mind"