Nie śpię dobrze. Budzę się często, przepadam w dziwnych snach, gdzie śnią się ci, co tu i teraz. Witam świt herbatą i tostami, drzemię, słuchając budzących się ptaków, patrzę na poranne mgły i noce rozmyte w deszczu światła.
Odnajduję siebie, drobiazgi, które robiłam, poupychane w szufladach, szafkach, pod oczekiwaniem na lepszą przyszłość i smutkiem rozczarowania.
Wracam do przeszłości "sprzed", idę do przyszłości "po". Znów cieszę się ludźmi, rozmową, smażonymi wspólnie naleśnikami, mizerią z cukrem i miękkim kocem pod policzkiem. Skaczę przez klocki i wymyślam bzdury, tworzę nowe historie i nowe przestrzenie. Poznaję Pumę i Klockowego Ludzika, szukam szczęścia w tajemnym sejfie i wilgocią pachnącej kawalerce. Biegnę po ulicach, żeby zdążyć, śmieję się głośno w klepie z zabawkami i wymyślam małe prezenty, inspirujące twórcze zapędy po drugiej stronie.
Tańczę rano w szlafroku i gram wieczorem na gitarze.
Wychodzę z szafy, choć wciąż się boję i wciąż zadaję sobie pytanie, czy mogę zaufać i czy to, co widzę, jest prawdą. Im bardziej czuję świat pod palcami, tym bardziej się ośmielam.