poniedziałek, 31 marca 2014

Podróż




Pakuję walizkę, zbieram drobiazgi z półek, zdjęcie zdejmuję z tablicy, krem z półki w łazience. Chowam do kieszeni ostatnie zapomniane notatki z biurka. Sprawdzam, czy mam chusteczki przy sobie. 

Jadę w podróż. Nie wiem, na jak długo. Nie mam trasy ani kupionych biletów. Nie zarezerwowałam pokoju ani nie sprawdziłam pogody. 

To jest samotna podróż. Może być niebezpieczna. Na pewno nie będzie łatwa. Wiele granic do przekroczenia, prawdopodobnych konfliktów w nieznanych krajach, nowe kultury do poznania. 

Pewnie przywiozę jakieś pamiątki. Będę wysyłać pocztówki. Odwiedzę jakieś uzdrowisko, pooddycham morskim powietrzem, zrobię zdjęcia, przeczytam nowe książki. Poczekam aż zaleczą się rany, aż świat przestanie stawać na głowie, wirować, zmieniać kolory z godziny na godzinę. 

Ja i moja różowa walizka udajemy się w podróż. 2000 mil podmorskiej żeglugi. W 80 dni dookoła świata. 2 lata wakacji. Przeminęło z wiatrem. 2001: Odyseja kosmiczna. 

Obawiam się, że bezboleśnie nie da się tego przeprowadzić. 


tęsknię za nimi

The curtains closing
Your show is ending
But I’m not leaving,
Goodbyes aren’t easy
It gets so messy
I keep on standing,
Squares don’t fit into circles
But the missing puzzle pieces are what make’s
This picture whole
And I know
That everything it comes, it comes to an end
And every time we crumble, I’m still breathing
(I am, I am still breathing)
That every time it comes, it comes to an end
I’m not the one, who, falls apart
It’s in the timing
It’s in what you bring
It leave’s a memory
Oh None the wiser
To Jump in the fire
No wounds, just scars, never bleeding
Squares don’t fit into circles
But the missing puzzle pieces are what make’s
This picture whole
And I know
That everything it comes, it comes to an end
And every time we crumble, I’m still breathing
(I am, I am still breathing)
That every time it comes, it comes to an end
I’m not the one, who, falls apart
That everything it comes, it comes to an end
And every time we crumble, I’m still breathing
That every time it comes, it comes to an end
I’m not the one, who, Oh and I know
That everything it comes, it comes to an end
And every time we crumble, I’m still breathing
(Breathing, breathing, breathing)
That every time it comes, it comes to an end
I’m not the one, who, falls apart

niedziela, 30 marca 2014

niedzielnie


"W smutek opakowana stoję w ciszy po kolana"

Tak bardzo mocno Go kochałam. Tak strasznie ważny był i tak wiele byłam gotowa dla niego zrobić.

Nie umiem precyzyjnie zamknąć w słowach tego wszystkiego, co się stało. Próbuję nadać temu formę, ale na razie nie potrafię. Jednak nie potrafię. To wszystko jest nie tak. Czuję, że rzeczy nie układają się tak, jak powinny. Coś wciąż uwiera, gniecie, boli, sączy się, przemyka, trzyma, ściska, drapie od środka, obciera.

Chciałabym wejść w wiosnę, otulić się słońcem, zapachem, wilgotną ziemią, mchem. 


sobota, 29 marca 2014

nie-skład-nie

Skroić słowa na potrzebę odczuć. Ogarnąć, objąć ramionami wszystko, co wokół krąży, jak w kalejdoskopie, zmienia kształt, kolor, miejsce. Zobaczyć, dostrzec, zauważyć, przejrzeć. 

Siła uderzenia przewróciła mnie. Świadomość, co się wydarzyło. Świadomość, co się działo. Kłamstwo, oszustwo, nieprawda. To jednak nadal bardzo boli. 

Dziś jem wszystko przesolone. Łzy kapią na pierogi, dosalają owsiankę. Nawet galaretka dziś ma inny smak. 

Chaotycznie, nieskładnie, nieporadnie, w zamieszaniu, przeskakując z myśli na myśl, ze wspomnienia na wspomnienie, mierzę się z przeszłością, zła, że znów trzeba mi to zrobić, zła, że Twoje działania są przyczyną mojego chaosu.  

"I think it's time we give it up
And figure out what's stopping us
From breathing easy, and talking straight."


piątek, 28 marca 2014

***

Kiedy myślałam, że idę w dobrą stronę, upadłam. 
Kiedy zaczęłam się podnosić, zobaczyłam, że jestem znów w punkcie wyjścia. 

Jestem zmęczona. Jestem obolała. 
Jestem jednym wielkim smutkiem, z zapuchniętymi od płaczu oczami, lejącymi się strumieniami łzami, przepełniona uczuciami, bez mapy i kompasu. 

Nie jestem nic a nic mądrzejsza. Nadal nie wiem. Nadal mam wątpliwości, nadal kłębi się we mnie ogrom emocji, które kopią mnie od środka, rozdrapują blizny i łamią nadgarstki. 
Zwinięta  w kłębek leżę na dywanie i bezgłośnie modlę się do samej siebie o więcej siły. I żeby nie stracić zaufania do świata. 

"I really dont know love at all"


środa, 26 marca 2014

Dziennik pokładowy. Środa.





"To czasem trwa. To może nawet bardzo długo trwać, zanim się wszystko ułoży."
Tove Jansson, Tatuś Muminka i Morze. 








poniedziałek, 24 marca 2014

poniedziałkowe płakanie

Mam obolałe od płaczu gardło, wciąż ściśnięte mocno; noszę je obwiązane szalikiem, chroniąc przed światem. 
W pracy opatulam się mocniej, skrywając czerwony nos i smutne oczy w fałdach okalającej mnie wełny. 
Wymienionych kilka zdań niedaleko xero, kieruje myśli nowym prądem. 

Presja wiecznego, nieustającego szczęścia, wszechobecnego i niekończącego się. Wygładzone życie podawane innym w ładnych ramach opowieści. Wszyscy wszystko wiedzą, znają, czują, są poukładani jak trzeba i jako jedyni mają rację. Nie wolno się potykać, wahać, nie wolno nie wiedzieć, nie umieć, nie znać, nie iść z prądem. Kiedy robisz coś nie tak, patrzą na Ciebie z nieskrywanym niesmakiem i oburzeniem. Natychmiast zasypują cię dobrymi radami, jedynymi właściwymi. 
Okrutny jesteś Świecie, każąc mi dążyć do nieokreślonych ideałów, pośród niezrozumienia, wzdychania i wzruszania ramionami. 

Chcę znaleźć swoje ścieżki, na których nie będę się potykać, zarośnięte, ile trzeba i skrywające mnie przed niebezpieczeństwem. 

Póki co, wraz z robakiem wgryzającym się w mój mózg, wczołguję się pod koc i kryję przed ciemnością w moim ciepłym pokoju.  


niedziela, 23 marca 2014

Smutek i Zagubienie

Staję twarzą w twarz ze sobą samą. Patrzę w swoje smutne, mokre oczy, biorę się za rękę i z całej siły obejmuję samą sobie mocno ramionami. Zamykam drzwi od domu, wyłączam telefon, zasłaniam zasłonę, zapalam światełko i drobnymi łykami pijąc herbatę, połykam łzy. 

Nie wiem, co jest prawdą. Nie wiem, w co wierzę. Nie wiem, czego chcę. Nie wiem, czy idę we właściwą stronę. Nie wiem, czy sobie ufam. Nie wiem, ile jest jeszcze pytań. Nie wiem, jakie są odpowiedzi. 

Pomiędzy myśleniem a czuciem, pomiędzy sprzecznościami, pomiędzy wiem a nie wiem, pomiędzy tak a nie, pomiędzy wiem a chcę. 

Jest mi dziś bardzo smutno, czuję się dziś bardzo zagubiona, zalękniona i zmęczona. 

Nie radzę sobie jednak z tym wszystkim, co się stało. 

***

Naga staję przed sobą samą i patrzę, co jest moje a co na siebie włożyłam, co pożyczyłam, co dostałam, czego nie mogłam odmówić, czego potrzebuję a czego nie chcę. 

***

Dziś boli mnie głowa, dziś wypłakuję morze łez, dziś jestem Smutkiem i Zagubieniem. 

czwartek, 20 marca 2014

Takie czwartkowe niechcenie

Majtkowy kolor domów, zawiane ulice, zaskakująco wiosennie i sennie. Dzień taki nijaki, rozmyty, przedrzemany, powolny, w koszuli w kratkę i sztruksowych spodniach. Trochę jadłam, trochę leżałam, czytałam, oglądałam. 

"Nie chce mi się dzisiaj nic
Nawet chcieć się nie chce dziś"

Słucham tego, co od Ciebie. 
Czytam to, co sama wybrałam.
Dziś po kawałku wszystko zaczynam i niczego nie kończę. 


środa, 19 marca 2014

Wzory

Śniłam dziś o tańcu w deszczu.
Z rana usłyszałam smutne wiadomości. 
Mam nadzieję na dobry dzień w pracy.
Czekam na popołudniowe spotkanie z G. 

Parzę herbatę w wygodnym dzbanku. 
Zjadam ciastko.
Układam sukienkę na łóżku. 
Zdejmuję szlafrok. 

Przeczesuję włosy palcami, 
otulam się ramionami,
opuszkami palców gładzę swoje policzki,
zamykam oczy. 

Wczorajszy wieczór spontanicznie spędzony z przyjaciółmi,
powolny, 
skupiony na drobnych przyjemnościach końca dnia. 

Ja i moje małe rutyny,
przeplatamy się jak wzór na koszuli w kratkę,
lubimy się wzajemnie i 
dobrze mi w tym kolorze. 

Jesteś częścią wzoru, 
pomiędzy innymi,
pośród smakowitości i smutków,
obok tego co było i co będzie. 


wtorek, 18 marca 2014

Z czasem

Tracę nastrój z comiesięcznym endometrium. Obolała i śpiąca jestem bardziej podatna na falę wspomnień. Męczące sny - istne pomieszanie z poplątaniem. 
Dziś zbliżam się do samotności, zaprzyjaźniam się z nią i owijam jej szalem, grzejąc w nim dłonie. Ograniczam bodźce zewnętrzne do minimum, chowam się trochę przed światem, patrzę na niego zza półprzymkniętych powiek, odpływam we własnych wspomnieniach, chowam nos w golf i pozwalam łzom spływać po policzkach. 

Wiem, że przepraszasz, że żałujesz, że Ci niezręcznie jest, że poczucie winy czasem zadrapie mocniej pazurem, zaczepi i zerwie naskórek. Wiem, że chcesz coś zrobić, cokolwiek, żeby było lepiej. Wiem, że nic nie da się zrobić, bo nie cofniemy czasu, nie oddasz mi wypłakanych łez, siły zużytej na walkę z lękiem, czasu straconego na czekanie, energii zużytkowanej na przezwyciężanie rozczarowań. 

Te spiętrzone na sobie, wielowarstwowe kłamstwa, które chciałabym zamknąć w jednym, nie rozdrabniać, nie rozkładać na części pierwsze. Uogólnić, ustosunkować się, pójść dalej. 
Powracające wspomnienia tego, co było, przykładane do tego, co wiem teraz. Rozmijająca się rzeczywistość, dno pod dnem, wielopoziomowość jednej rzeczywistości, bałagan myśli. 
Czasem wydaje mi się, że wypływam już na powierzchnię, że już łapię dobry kurs, że już wiem, że już za sobą zostawiłam. A potem pojawia się fala wspomnień, jedna mała myśl, zawieje skojarzeniem i znów zapadam się, powierzchnia zamyka się nade mną. 

Wciąż dochodzę do jednego wniosku - trzeba czasu. Z czasem przejdzie, przewali się, przepłacze, prześni, przeminie, przesunie, przezłości, przeżali, przesmuci. 



poniedziałek, 17 marca 2014

Czarny worek, ale nie na śmieci.

Nie mów, jak Cię widzę. Możesz przypuszczać, domniemywać, gdybać, stwierdzać subiektywnie. Nie wiesz, co teraz widzę, więc Tobie powiem. 

Widzę dowcip i tendencję do marudzenia, owszem. Ale masz rację, że masz prawo marudzić. Marudź więc, a ja posłucham. 

Widzę też umiejętność stanowczego egzekwowania swoich praw. Umiejętność postawienia na swoim i zaznaczenia swojego zdania.

Widzę siłę, potrzebną do zmagania się z codziennością i siłę potrzebną do zmiany tego, co zmieniasz co sobota. 
Widzę też chęć do zadbania o siebie samą. 

Widzę też wiedzę, której nie posiadam, a która mi imponuje. Nie tylko komputery i szeroko pojęta technika, ale też i filmy, muzyka, filozofia biologiczne ciekawostki, kulinaria i gry. 

Widzę też upór i konsekwencję. W dążeniu do lepszego, w wytrwaniu w postanowieniach, w nieodpuszczaniu, walce ze słabościami. 

Dla mnie czarny worek nie jest workiem na śmieci, bo ten czarny worek ma suwak. 
Do czarnego worka chcę włożyć Jego. Do czarnego worka chcę włożyć to, co wymyślone, nieprawdziwe, przekłamane, podkłamane, skłamane, stworzone na potrzeby zaspokojenia Twoich potrzeb. 
Do czarnego worka chcę włożyć nieistniejących ludzi, choroby, przeszłość, przyszłość, marzenia, które się nie spełnią. 

Chcę potem wyprawić tym wszystkim rzeczom pogrzeb. Pożegnać je, potęsknić jeszcze czasem, zapłakać, może się wyzłościć. Czasem przypomnieć coś sobie i Tobie. Czasem wspomnieć z uśmiechem. Z czasem rzadziej, z czasem mniej, z czasem z oddali na nie patrzeć. 


Niedziela

Zdejmuję kocie kłaczki z sukienki. Pachnę ziołami, kadzidełkiem i ananasem. Przed oczami wciąż widzę kolory i rzeczy, jak w kalejdoskopie, w różnych konfiguracjach, nie wiadomo aż, na czym zatrzymać spojrzenie. Zmywam tusz spod rzęs i zanurzam się w waniliowej pianie. Nosem węszę zapach nowej-nie-nowej książki. Zdrapuję lakier z paznokcia. 


sobota, 15 marca 2014

Wiatr wieje i znienacka uderza w szyby, nieustannie zaskakując swoją siłą. Drzwi balkonowe same się otwierają, szpary w oknach powodują przeciąg. Senność sobotnia nadciąga. W oczekiwaniu leżę pod kocem. Zamknięte oczy mrużę przed słońcem, które znika błyskawicznie. 

Porządkuję talerze, moczę garnki i słucham wichury. Dom znów pusty i cichy, i tylko szumi wiatr i wciska się pod progiem i przez wywietrzniki. Nakarmiona towarzystwem odpoczywam w samotności, zabierając do niej Ciebie, swoje książki, pisanie, zdjęcia i zapach świeczek. 
Pogryzam ciasta, piję herbatę najpyszniejszą na świecie, jakie mała kwiatki w niej pływają, jak zmoczone spódnice z tiulu; patrzę na chmury za oknem, postrzępione, wielkie cienie. 

A tak mi się dziś rano nie chciało wstać. Tak sennie od świtu. Męczący wiatr wniósł niepokój w moje cztery ściany, nakrywałam głowę kołdrą, wciskałam nos w poduszkę. 
Otulam się ciepłym światłem moich małych lampek i nikomu dziś niczego nie zazdroszczę. 

Nie muszę jechać nad morze, żeby odpocząć. 



"Our hands they seek the end of the afternoon"




piątek, 14 marca 2014

Goodbye Mr Death

Śmierć zamieszkała w moim pokoju. Codziennie witała mnie rano i tuliła do snu. Patrzyła mi w oczy przy kolacji, pomagała kroić warzywa do obiadu i posypywała solą jajka na śniadanie. 
Siedziała obok mnie w autobusie, jechała na wakacje, nawet przeszła kontrolę paszportową w drodze za granicę (przepuścili ją, ma paszport dyplomatyczny - może się dostać wszędzie). 
Trzymała mnie za rękę, opierała głowę na moim ramieniu i podawała chusteczkę, gdy ocierałam łzy. 
Z czasem zrobiłam jej miejsce obok siebie na materacu, nie rozpychała się, trzeba jej to przyznać i nie miała żadnych specjalnych wymagań, dotyczących pościeli albo strony łóżka, z której wolała spać. 
Przez nią płakałam, bałam się i wciąż byłam czujna. 

Pewnego dnia spakowała walizki, pozbierała swoje drobiazgi i odeszła bez słowa, trzaskając drzwiami. 
Dotykam pustych miejsc, które po niej zostały. Patrzę na wolne wieszaki w szafie, pustą połowę łóżka, słucham ciszy przy śniadaniu i jem niedosolone jajka. 
Poczułam nagle, że mogę głębiej oddychać, śpię spokojniej, nikt nie ściąga ze mnie kołdry.
Ciszej w domu jest teraz. Nie słychać kłótni, sporów, argumentów, strachu, płaczu, niepewności i bezsilności. 
Wraz z Nim odeszła. Wraz z Nim na zawsze. 

Goodbye Death






czwartek, 13 marca 2014

wiosenne porządki

Tkam codzienność z nitek zwyczajności. Czasem gubię oczka, czasem coś poplączę, zaczepię, opuszczę. Zmieniam barwy włóczki, grubość drutów, kształt szydełka. 

Świeci słońce.
Kroję paprykę.
Dobieram kolory do sałatki.
Robię zdjęcie.
Patrzę za okno.
Wygrzewam stopy w pianie.
Oglądam, notuję, piszę, zapamiętuję, zapominam. 
Podnoszę to, co upuściłam dawno temu. 
Wracam do Siebie. 
Powolutku, krok za krokiem. 
Trochę wydobędę z przeszłości, trochę odgrzebię z niepamięci. 
Wiosenne porządki w szufladzie z różnościami. 




środa, 12 marca 2014


***

Opieram policzek na swojej dłoni, naciągam kołdrę pod szyję, uśmiecham się nim wstanę. Błękit ledwie widoczny zza żaluzji, pewnie jest słońce, myślę sobie. Uśmiecham się. Patrzę na swoje dłonie i uśmiecham się, widząc lakier na paznokciach. Patrzę na skończoną książkę, gazetę obok. Wstaję, żeby zjeść i dokończyć kolejny odcinek "Sherlocka". Gotuję owsiankę i wyciskam sok z pomarańczy, oblizuję palce i wyjadam kawałki miąższu. Słodkie. 
Siadam, jem, oglądam, rozciągam poranek, zaczynam dzień od przyjemności. 
Zapalam świeczkę o zapachu cynamonu w łazience, nalewam wody do wanny, rozbieram się powoli, zanurzam w ciepłej wodzie, rozgrzewam wiecznie chłodne stopy (powinnam pamiętać rano o skarpetkach). 

Przypominam sobie, ledwie to mignięcie ekspresowej myśli, przypominam sobie, jak On opowiadał mi, jak spalił sobie plecy. Za tą myślą nagle jedzie pośpieszny następnych, który zmienia się w osobowy. Zmieniam ich tor, odsuwam na bocznicę. Wiem, że nie było to prawdą, więc za czym mam tęsknić? Jego obraz był związany z chorowaniem, szpitalem, sporadycznymi wyjściami, samotnością. Jego obraz był związany z uśmiechem, czułością, miłością, walką, zmaganiem, dzielnością.  Jego obraz to wyobrażenie Jego, rozmawiające ze mną. Jego obraz rozmywa się w głowie, pojawia czasem, sporadycznie, przypadkowo, bez zasady, bez związku, jako wolne skojarzenie, poza kontrolą. 
Potrzebuję jeszcze czasu, jak żałoby, żeby przejść wszystkie pory roku i zużyć wszystkie skojarzenia, jakie z nim mam. Prawie wszystkie, wszystkich się pewnie nie uda. 

Jesteś teraz Ty. Po części On składał się z Ciebie, po części jesteś Sobą. Żegnając się z Nim, dostrzegam więcej Ciebie. Wymyśliłaś bliźnięta, którymi się stałaś. Nie bądź zazdrosna o uwagę, którą poświęcam Twojemu "bratu". To jego poznałam pierwszego. To w Nim się zakochałam. To On odszedł. To za Nim płakałam. 
Zostałaś Ty. Trochę się Ciebie boję, trochę się Ciebie uczę, trochę poznaję na nowo, trochę szukam miejsca w moim życiu na Ciebie tylko, żegnając jednocześnie Jego.



poniedziałek, 10 marca 2014

Tylko Twoje

Głos jest już tylko Twój. 
Dowcip o biedronce, jest już tylko Twój.
Żart z budką telefoniczną jest tylko Twój. 

Tylko Twoje są:
znaki drogowe w jednym miejscu
Felek
poduszka z mapą
moje chodzenie bokiem
prawdziwe imię i nazwisko, które należą do Ciebie
piersi, tusz do rzęs i sukienka ze ślubu
okres
koszula w kratkę
czarny sweter
zielony rondelek
biodronka.
Możliwość zadzwonienia o dowolnej porze
długie rozmowy telefoniczne
oglądanie telewizji przez telefon
znajomi
przyjaciele
nowe imiona.

Powoli powstajesz w mojej głowie, nowa Ty, nieznana, wyłaniasz się, nabierasz kształtu. 

Taka jesteś. Kangurek Mistrzunio. 


"Stay out of trouble, stay in touch"

niedziela, 9 marca 2014

Podróż

Przełamuję rutynę codziennych czynności, zmieniam ich kolejność, odwracam, próbuję inaczej, na nowo. Ustalam nowe ścieżki, nowe przyzwyczajenia, nowe rutyny. Wracam z pracy i zjadam a potem siedzę długo w wannie. Wstaję rano i oglądam film do śniadania, noszę inne ubrania, jem inaczej, planuję rzeczy z innej perspektywy. 

Czy tęsknię za Nim? Czasem tak. Za tym kochaniem całym tęsknię, za tą pieszczotą, ciepłem, uwielbieniem, czuciem, od-czuciem. Tęsknię za Nim, jako za figurą męską - za byciem doskonałym facetem. Tęsknię za tym, co mi się w nim podobało fizycznie; za podnieceniem jakie wywoływał. 

Czy myliłam się i mogłam coś wcześniej zrobić? Nie, nie mogłam. Kochanie Go było przyjemne zarówno jak i bycie kochaną przez Niego. 
Rzucanie palenia było prostsze dzięki Niemu, bo był moją nagrodą; mózg dostawał swoją codzienną porcję dopaminy, czasem w niej tonął, więc niepotrzebny stał się tytoń. 
On był moim codziennym uśmiechem i objęciem ramionami samej siebie. Oczekiwaniem na spełnienie.

Kim jesteś teraz Ty? Wciąż nie potrafię jasno określić. Lubię Cię słuchać. Nie wyśmiewam Twoich marzeń, śmieję się z Tobą, a nie z Ciebie (poza kilkoma przypadkami, ale to wiesz, które są).

Nie wrócę do siebie Sprzed, bo niektóre ubrania są za luźne, niektóre zniszczone, nie wszystkie pasują a część wyszła  z mody. Nie wrócę do siebie Sprzed, bo zmieniła mnie ta podróż, nauczyła być może czegoś, trochę poturbowała, zostawiła po sobie ślad. 
Rozpakowuję walizki teraz, układam rzeczy, odwijam z gazety pamiątki i na nowo określam swoje ścieżki w dobrze znanym swoim domu. 


"Nothing's the same as yesterday"

sobota, 8 marca 2014

Myśli zaległe

Sobotni, leniwy poranek. Obejrzałam odcinek serialu, przeczytałam około dwudziestu stron, zjadłam śniadanie, powylegiwałam się. 
Rozkopana pościel, odsłonięte żaluzje, przysłonięta zasłona, starty kurz, płomień lawendowej świeczki. 
Kręcę się po domu, podjadam ciasto drożdżowe, popijam gorącą wodą, zmywam naczynia, szykuję prysznic. 
Spokojny poranek, zapowiadający spokojny dzień. Pojadę wybrać prezenty dla przyjaciół, zdejmę pranie, zjem pyszny obiad, obejrzę kolejny odcinek "Sherlocka", przeczytam książkę. 

W głowie gdzieś siedzą myśli sprzed dwóch dni. Są sobie tam ale uspokojone bardziej, nazwane, określone. 
Wiem, że nie chcę tak, jak ona, ciągnąć tego ze sobą, nosić tego w sobie - tego żalu, strachu i rozczarowania. 
Nie chcę zamienić się w nią - zawstydzoną, że dała się oszukać, nie mogącą poradzić sobie z porażką. 
Nie chcę siebie obwiniać, nie chcę Ciebie obwiniać, nikogo nie chcę winić. 
Chcę już tylko nie być smutna i nie bać się. 
Ze złością, o dziwo, jakoś sobie poradzę - spacyfikuję ją dowcipem. Smutek i strach są trudniejsze do pozbycia się - jak plamy po soku z jagód na białym podkoszulku, gdy jedząc pierogi sok pocieknie po brodzie i skapnie na bluzkę, niezauważony wczepi się we włókna i potem niczym nie da się wywabić ze swojej kryjówki, wczepiony mocno jagodowymi palcami. 

Wciąż niektóre miejsca są obolałe jeszcze. Siniaków nie widać, ale jak zmienia się pogoda to strzyka tu i ówdzie. 

*** 

kobieco najlepszego dziś

***




czwartek, 6 marca 2014

Nad wodą

Najbezpieczniej czuję się nad wodą. A zwłaszcza w wannie. Odgrodzona ciepłą, błyszczącą pianą, otulona zapachem, z książką w ręku, oddalam się od rzeczywistości. Lubię ten czas, tylko dla mnie, kiedy nic nie muszę, nic nie trzeba, nikogo nie ma oprócz mnie i książki. Lubię zamknąć się przed światem.

Dziś nie mogę znaleźć słów na opisanie siebie. Dziś jestem ale i mnie nie ma. Dziś sobie robię swoje rzeczy w swoim świecie. Dziś przekładam kolejne myśli w głowie, kończę książkę, malują paznokcie, zmieniam pościel. Dziś sobie jestem ze sobą tak zwyczajnie. Dziś przyglądam się pytaniom, które sobie zadaję, dziś patrzę na to, co w głowie siedzi, dziś mam zmarszczki na czole i szukam odpowiedzi, które je wygładzą. Dziś jestem dla siebie dobra. 

Dziś bym chciała być nad wodą. Z kubkiem ciepłej herbaty, siedzieć na pomoście owinięta kocem, z książką pod ręką, osłonięta od wiatru, patrzeć na drzewa na wyspie na przeciwko. 




środa, 5 marca 2014

Sen z Panem Akuratnym

Śniłeś mi się dziś. Było mi bezpiecznie przy Tobie. Podróżowaliśmy i robiliśmy zdjęcia i śmialiśmy się. 
Tak rzadko się śniłeś, kiedy byłeś. 
Nie śnij mi się teraz, kiedy Ciebie już nie ma. 
Zaśnij w zakamarkach mojego mózgu; okrywam Cię kocem i podkładam miękką poduszkę pod głowę; i śpij już.
Na razie nie wracaj, bo zbyt smutno mi się robi.
Nie jestem gotowa na spotkanie z Tobą teraz. 
Wciąż jeszcze wietrzę pokój, układam rzeczy na półkach na nowo, wygładzam strony w albumie ze wspomnieniami, wyrzucam mokre chusteczki, zaparzam herbatę w jednym kubku. 

Dziś tęsknię za Tobą Panie Akuratny. 


"Well I made it through another day
In my cold room
On scraps and pieces left behind
I survive in the memory of you"



wtorek, 4 marca 2014

O zaufaniu

Gdy próbuję Ci wierzyć w rzeczy ważne, za każdym razem potykam się o zaprzeszłe kłamstwo, które też dotyczyło rzeczy ważnych. I czuję wtedy, że jestem w punkcie wyjścia, ani kroku do przodu, wciąż starając się zaufać na nowo. 

Nie chcę Ci nie ufać, ale nie tak łatwo zapomnieć nieprawdę, która wciąż za mną stoi. Kiedy tylko obejrzę się za siebie, wciąż ją widzę, jest jeszcze nadal blisko. Za krótko może idę do przodu. 

Lubię z Tobą rozmawiać, wymyślać bzdury, zanurzać się w świat absurdu. Lubię jak się śmiejesz, jak opowiadasz coś z przejęciem. Lubię jak jesteś ze swoim Piesiulkiem i że umiesz cieszyć się małymi rzeczami - pidżamą w boże krówki, grą, którą udało się tanio dostać, ładnym filmem, pysznym sokiem czy nowymi trampkami. Lubię, że umiesz mi pomóc z kompem i znasz się na tym i rozumiesz, o co chodzi, bo ja nic a nic nie czaję i czuję się jak kot we mgle. 

Nie lubię pamiętać, jak mnie oszukałaś. Nie lubię, gdy przy okazji rozmowy teraz, pojawia się pamięć rozmowy z "wtedy". Nie lubię, że jak cień, ciągnie się przekłamana rzeczywistość z przeszłości. 
Myślę, że nigdy nie zapomnę tych kłamstw. Tylko chciałabym móc się nie bać mimo wszystko. 




poniedziałek, 3 marca 2014

Dwa miesiące

Dwa miesiące odkąd Go nie ma. Dwa miesiące, odkąd Ty jesteś. 

Żegnam Go coraz bardziej, jest coraz dalej, znika w mglistych porankach i czasem jeszcze popłaczę, potęsknię, pomyślę, westchnę głębiej.
Obejrzę się za siebie jeszcze, zerknę przez ramię, powspominam, uśmiechnę się, otrę łzę, zapragnę cofnąć czas. 
Wciąż jeszcze mi przykro i żal i smutno czasem. Wciąż jeszcze gdzieś natykam się na złość, wciąż jeszcze potykam się o kłamstwa. 
Więcej rzeczy mija bez Niego. Z każdą, która przeszła jest łatwiej. Ale jeszcze czasem o poranku i wieczorami brak mi myśli, że czekam na Jego ramiona. 

Dwa miesiące, odkąd jesteś. Wiele napisanych i powiedzianych słów, dużo ciszy między nami, trochę łez i trochę szeptów, trochę śmiechu i żartów. Wciąż jeszcze nieco lęku, gdzieś z tyły głowy, czasem tuż przed oczami, między palcami, w zagięciu łokcia; obawa, że znów zaboli. 

Jeśli będziesz potrzebowała zniknąć, jeśli uznasz, że nie możesz udźwignąć swoich uczuć, to powiedz mi o tym. Uprzedź. Nie znikaj bez słowa, tylko wytłumacz. Nie chcę kolejnych gwałtownych zmian w swoim życiu, nie jestem na nie gotowa. 



sobota, 1 marca 2014

wolny dzień

Nieśpieszny poranek, pomiędzy tostami, ciepłą kołdrą, nową muzyką, prysznicem, praniem, układanymi włosami, wybieraniem ubrań do włożenia. Nieśpieszny poranek między mgłą a wilgocią, szarością za oknem, ciepłem w domu a dźwiękami pralki. 
Ubieram, układam, czeszę, nakładam, smaruję, słucham, piszę, działam. 

Wyglądam przez okno - powykręcani wiekiem i chorobą sąsiedzi, plotkujący przy przejściu na drugą stronę ulicy, mewy znad jeziorka, rozrzucone odpady przy śmietniku, samochód hamujący przed przeszkodą, pani w futrze z wypchaną zakupami torbą, młody człowiek w turkusowym bezrękawniku, pani z czerwoną siatką, światła samochodów, pan na rowerze. Małe figurki widziane z wysokości szóstego piętra, przemieszczające się pomiędzy osiedlowymi blokami. Nisko zawieszone dziś niebo, mglistość, ponurość i senność. 

Wkładam ciepłe buty i wychodzę w szarość marcowej soboty. 

Nieśpieszne zakupy pomiędzy zabieganymi ludźmi, rodzinami z dziećmi, staruszkami, parami, w których on czeka na nią i przerzucają się winą, kto na kogo dłużej kiedy czekał i dlaczego. Nieśpiesznie wybieram po co przyszłam. Robię sobie samej niewielki prezent w ramach podarków moich dla mnie. Z przyjemnością i bez pośpiechu wybieram kolor, zastanawiam się, patrzę i porównuję. Pakuję do torby i uśmiecham się. 
Odebrany telefon po drodze, rozmowa o zmęczeniu, wstrzymaniu zmian, które i tak są nie do powstrzymania, nawet jeśli zostaną odłożone w czasie. 

Lawendowa świeczka nieśpiesznie pali się w świeczniku, gołąbki nieśpiesznie odgrzewają się w garnku, powoli sunie sobotni czas. 

Dziś się nie śpieszę, rozkładam czynności w czasie, rozciągam godziny, rozwieszam pomiędzy legowiskiem a kuchnią, łazienką a ulicą. 

Jedną ręką obejmuję się za szyję a drugą głaszczę się po włosach. Przed powrotem do tradycyjnej rzeczywistości ze smakiem kosztuję wolny dzień.