Dwa miesiące odkąd Go nie ma. Dwa miesiące, odkąd Ty jesteś.
Żegnam Go coraz bardziej, jest coraz dalej, znika w mglistych porankach i czasem jeszcze popłaczę, potęsknię, pomyślę, westchnę głębiej.
Obejrzę się za siebie jeszcze, zerknę przez ramię, powspominam, uśmiechnę się, otrę łzę, zapragnę cofnąć czas.
Wciąż jeszcze mi przykro i żal i smutno czasem. Wciąż jeszcze gdzieś natykam się na złość, wciąż jeszcze potykam się o kłamstwa.
Więcej rzeczy mija bez Niego. Z każdą, która przeszła jest łatwiej. Ale jeszcze czasem o poranku i wieczorami brak mi myśli, że czekam na Jego ramiona.
Dwa miesiące, odkąd jesteś. Wiele napisanych i powiedzianych słów, dużo ciszy między nami, trochę łez i trochę szeptów, trochę śmiechu i żartów. Wciąż jeszcze nieco lęku, gdzieś z tyły głowy, czasem tuż przed oczami, między palcami, w zagięciu łokcia; obawa, że znów zaboli.
Jeśli będziesz potrzebowała zniknąć, jeśli uznasz, że nie możesz udźwignąć swoich uczuć, to powiedz mi o tym. Uprzedź. Nie znikaj bez słowa, tylko wytłumacz. Nie chcę kolejnych gwałtownych zmian w swoim życiu, nie jestem na nie gotowa.
Obejrzę się za siebie jeszcze, zerknę przez ramię, powspominam, uśmiechnę się, otrę łzę, zapragnę cofnąć czas.
Wciąż jeszcze mi przykro i żal i smutno czasem. Wciąż jeszcze gdzieś natykam się na złość, wciąż jeszcze potykam się o kłamstwa.
Więcej rzeczy mija bez Niego. Z każdą, która przeszła jest łatwiej. Ale jeszcze czasem o poranku i wieczorami brak mi myśli, że czekam na Jego ramiona.
Dwa miesiące, odkąd jesteś. Wiele napisanych i powiedzianych słów, dużo ciszy między nami, trochę łez i trochę szeptów, trochę śmiechu i żartów. Wciąż jeszcze nieco lęku, gdzieś z tyły głowy, czasem tuż przed oczami, między palcami, w zagięciu łokcia; obawa, że znów zaboli.
Jeśli będziesz potrzebowała zniknąć, jeśli uznasz, że nie możesz udźwignąć swoich uczuć, to powiedz mi o tym. Uprzedź. Nie znikaj bez słowa, tylko wytłumacz. Nie chcę kolejnych gwałtownych zmian w swoim życiu, nie jestem na nie gotowa.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz