piątek, 14 marca 2014

Goodbye Mr Death

Śmierć zamieszkała w moim pokoju. Codziennie witała mnie rano i tuliła do snu. Patrzyła mi w oczy przy kolacji, pomagała kroić warzywa do obiadu i posypywała solą jajka na śniadanie. 
Siedziała obok mnie w autobusie, jechała na wakacje, nawet przeszła kontrolę paszportową w drodze za granicę (przepuścili ją, ma paszport dyplomatyczny - może się dostać wszędzie). 
Trzymała mnie za rękę, opierała głowę na moim ramieniu i podawała chusteczkę, gdy ocierałam łzy. 
Z czasem zrobiłam jej miejsce obok siebie na materacu, nie rozpychała się, trzeba jej to przyznać i nie miała żadnych specjalnych wymagań, dotyczących pościeli albo strony łóżka, z której wolała spać. 
Przez nią płakałam, bałam się i wciąż byłam czujna. 

Pewnego dnia spakowała walizki, pozbierała swoje drobiazgi i odeszła bez słowa, trzaskając drzwiami. 
Dotykam pustych miejsc, które po niej zostały. Patrzę na wolne wieszaki w szafie, pustą połowę łóżka, słucham ciszy przy śniadaniu i jem niedosolone jajka. 
Poczułam nagle, że mogę głębiej oddychać, śpię spokojniej, nikt nie ściąga ze mnie kołdry.
Ciszej w domu jest teraz. Nie słychać kłótni, sporów, argumentów, strachu, płaczu, niepewności i bezsilności. 
Wraz z Nim odeszła. Wraz z Nim na zawsze. 

Goodbye Death






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz