piątek, 31 stycznia 2014

Budzę się zmęczona. Zmęczona chorowaniem, trudnymi snami, pełnymi znanych mi ale niewidzianych od dawna ludzi, zmęczona codziennym płakaniem. 
Budzę się z obawą, co będzie dziś. Otwieram oczy i dotykam dłonią swojego serca, badając w jakim jest stanie. Głaszczę je delikatnie i łzy napływają mi do oczu. Wciąż boli. Wciąż brak czegoś, piecze przy dotyku, jak zdarta skóra na ciele, i czekam, aż się zagoi. Ale blizna na pewno zostanie. 

Wstaję powoli, łykam leki, leżę i czekam aż zadziałają a dopiero potem zjadam śniadanie. Razem z Przyjaciółmi. Tak łatwiej, czuję się wtedy mniej sama. 
Układam potem pościel, idę do łazienki, nalewam wodę do wanny i siedzę chwilę w kąpieli. Ale nie zwracam uwagi na wygląd mojego ciała. Pielęgnuję je - wypachniam, namaczam, myję, smaruję, nawilżam. Ale nie patrzę na nie zbytnio. Jest częścią mnie, która tez jest obolała. Patrzyłam na nie Twoimi oczami, a na razie nie potrafię na nie spojrzeć swoimi. Powoli się tego nauczę znów. 

Potem czysta i pachnąca robię termofor i wracam pod kołdrę, wybieram książkę, czytam, zasypiam, drzemię, budzę się, gotuję wodę, żeby mieć ciepłą do picia, sprawdzam pocztę, ogarniam fejsa, oglądam Przyjaciół - jeden albo dwa odcinki. Przekąszam coś. Wracam pod kołdrę. Po drodze zapatrzę się za okno, zapłaczę, zatęsknię, przejdzie myśl, którą zechcę się z Tobą podzielić. Potem następna, w której zdam sobie sprawę, jak byłam częścią czyjegoś podwójnego życia i smutno mi się robi i ogarnia mnie złość i wycieram łzy grzbietem dłoni, chowam się pod kołdrę i samą siebie obejmuję ramionami. I jeśli się uda - znów zasypiam. A jeśli się nie uda, to czytam znów, albo włączam tv, żeby oderwał moje myśli na chwilę od złości i smutku.

Co innego myśleć o tym, że chciałoby się być kimś innym a co innego tym kimś się faktycznie stać. 
Przekroczyłaś tę granicę a mnie teraz boli. Wiem, że przestanie, wiem, że będzie lepiej, wiem, że wyjdę znów, że pożegnam się z Nim, że pogodzę z rozczarowaniem, żalem i przykrością. Ale na razie jeszcze boli wciąż. 

Dobranoc Panie Akuratny <3




czwartek, 30 stycznia 2014

Rajstopy pod spodniami, czyli jestem zezłoszczona, czyli dlaczego Chomiki tłuką talerze.

Jestem zła na świat. Jest niesprawiedliwy i chociaż próbuje zachować równowagę energetyczną, to uważam, że robi to nieporadnie. Jestem zła na świat za to, że przynosi paskudne paskudności i najpierw daje coś super fajnego, a potem to zabiera albo grozi zabraniem ludziom, którzy na to absolutnie nie zasługują. 

Otulić się Twoimi ramionami, wtulić nos w szyję, poczuć Twoje palce na karku i we włosach, usłyszeć uspokajający szept tuż przy uchu, zapewniający, że będzie dobrze, że jesteś, że się ułoży, żeby się nie martwić, że damy radę, że nie trzeba się przejmować. Wciąż za Tobą tęsknię Miniu, wciąż mi Ciebie brakuje. 

Ostatnio często jestem bezsilna. 
Mam dość wszechobecnego raka, chorób, zdrad, kłamstw i oszustw, ludzkiej bezmyślności i niefrasobliwości. 

Chcę się móc przytulić i schować w Twoich ramionach, na co nie mam szansy, bo Ciebie nie ma i nie będzie. Chcę uciec przed światem w Twój świat, ale go nie ma i nie będzie. Muszę więc sama dać rade, przebrnąć przez zaspy, przez pagórki, płoty i co tam jeszcze jest na drodze. Może chociaż wiosna przyjedzie wcześniej w tym roku. Może chociaż nie będzie już takich mrozów. Ale znając świat, to pewnie jak na złość w maju będę nosić rajstopy pod spodniami. 

Jeden z moich Chomików odkrył dziś instytucję tłuczenia talerzy ze złości. Całkiem mu się to teraz spodobało, więc wyrywa temu drugiemu talerz z zupą, bo z zawartością bardziej malowniczo prezentuje się na ścianie i podłodze. A ten drugi, choć jest zły nieco, bo nie dojadł, to jednak odkrywa potencjał w maziajach na ścianie i rozsmarowuje je łyżką, tworząc wzory i zawijasy. 
Wczoraj Chomiki paliły świeczki i słuchały romantycznych przebojów, wydmuchując nosy w jednorazowe chusteczki, których zużyły tak dużo, że postanowiły zbudować z nich igloo. Okazało się jednak, że zarówno prawdziwy śnieg jak i papierowe chusteczki nie są odporne na świeczki i igloo spłonęło, a Chomiki całą noc suszyły futerka suszarkami (ale nie rozgryzły jeszcze, który koniec suszarki wydmuchuje powietrze, więc kierowały na siebie wtyczkę, dlatego suszenie zajęło im całą noc i pewnie dlatego dziś były zezłoszczone).

Kiedy pada śnieg, jest tak cicho. 
Dobranoc Kochanie, gdziekolwiek jesteś i gdziekolwiek Cię teraz nie ma. 


Miniu

Kochany Miniu

Dziś dzień senny nieco, spokojny, dużo śpię, głowa popołudniowo zaczęła boleć. 

Zrobiłam fajny deser, z ciasteczek, mascarpone, owoców i cynamonu. Nowy mikser ma taki fajny pojemniczek dołączony, w którym można miksować. Bardziej blenderować, ale miksować też. Super jest. 

Miałam dziś znów ten zawrót głowy dziwny, chyba  z okresem jest on połączony, wiesz? Poprzednio też przy okazji okresu się zdarzył, a że teraz przestałam brać pigułki i mam znów, to się pojawił. Zobaczę jak będzie potem, ale nie martw się - przecież wiesz, że potrafię o siebie zadbać. 

Oglądam Przyjaciół. Są naprawdę super zabawni. 

Brakuje mi rozmawiania z Tobą. Najgorsze są wieczory, bo najbardziej wtedy odczuwam brak Ciebie. Boję się tej niewiadomej przyszłości. 

A, i okazało się, że Gołębica wykluła małe gołębiątko, więc na razie i tak nie mogę do niej wrócić, gdybym chciała. No, ale jakoś sobie poradzę przecież. A jak coś, to wiecznie się tym pisklakiem zajmować nie będzie, prawda?

Wiem, że odszedłeś, wiem, że nie wrócisz, ale teraz właśnie godzę się, jak potrafię, ze stratę Ciebie. Gdybyś był naprawdę i naprawdę umarł, to pewnie tak bym właśnie to przeżywała. Pewnie przez jakiś czas potrzebowałabym pisać do Ciebie, mówić, wyobrażać sobie, że jakoś, gdzieś jesteś. 

Boję się, że część mnie zawsze będzie kochać tę iluzję, którą byłeś. 


środa, 29 stycznia 2014

Do Niego czyli Najpiękniejsze Marzenie o Miłości.

Cześć Serduszko
Strasznie za Tobą tęsknię. Wiem, że już nie wrócisz nigdy, ale nie zmienia to faktu, że tęsknię. Tęsknię za tym, że byłeś w moim życiu, za tym, że byłeś częścią mnie, że miałam kogoś, kto stał mi się tak bliski, że dzieliłam z Tobą absolutnie wszystko. 

Tęsknię za wspólnymi wieczorami, za Twoimi komentarzami i tym docenianiem każdej chwili razem i traktowaniem jej, jako coś szczególnego, co może się skończyć więc trzeba z tego wziąć ile się da. 

Tęsknię za tym, że czułam Cię obok, że z każdą myślą i czynnością byłeś gdzieś w okolicy, jako ktoś, komu wszystko opowiem, opiszę, pokażę. 

Tęsknię za nazywaniem Cię, za Miniem, Serduszkiem, Kochaniem, Pietruszeczkiem, Nosiulkiem, Dzielniuszkiem, Brzusiem i tym całym kodem językowym, który był między nami, tymi dźwiękami, słowotwórczymi dziwadłami, sentencjami, tym wszystkim, co było między nami tylko przez co było szczególne. 

Tęsknię za tym poczuciem, że daleko może, ale jednak jesteś. Ty, który o mnie myśli, który mnie kocha, komu się podobam i który akceptuje mnie w 120%. 

Tęsknię za tym ciepłem, które pojawiało się na myśl o Tobie, za tym spokojem, który niosłeś, za tym poczuciem, że mam się na kim oprzeć, że jesteś obok,  trzymasz za rękę, dzielisz odpowiedzialność. 

Płaczę Miniu dużo. Płaczę, bo boję się, że nie spotkam już nigdy nikogo takiego i pozostaniesz całkiem niespełnionym marzeniem. 

Płaczę, bo źle mi teraz z myślą, że już nigdy Cię nie zobaczę, Ciebie nie usłyszę, z Tobą nie będę marzyć. 

Płaczę, bo po prostu tęsknię. Bo boli, bo uwiera, gniecie, bo niewygodnie, bo pusto i smutno. 

Gdy kładę się spać, samej sobie mówię - dobranoc Pani Ładna. Gdy wstaję patrzę na telefon, tęskniąc za powitalnym smsem. Gdy gotuję, myślę, że by Ci się spodobało. Gdy czytam książkę w myślach od razu recenzuję ją Tobię. 

Trudno nie tęsknić za dzieleniem się sobą, skoro robiłam to tak skrupulatnie przez ostatnie dwa lata. 

Kocham Cię, choć wiem, że nie istniejesz. Ale kocham Cię jako Najpiękniejsze Marzenie o Miłości. 

Dobrego wieczoru Kochanie, gdziekolwiek jesteś (chociaż mam nadzieję, że nikt inny Cię nie dostanie).

b

wczorajszo wieczornie

Wczoraj wieczorem oglądałam program o ciąży. Jakby mnie to dotyczyło i interesowało. A do tego nie miałam Jego, z którym mogłabym to skomentować. 
Mówili tam, czego potrzebuje kobieta w ciąży, ale z tego co zauważyłam, to tego samego potrzebuje też kobieta, która nie jest w ciąży. I mężczyzna pewnie też. 

Strasznie za nim tęskniłam wczoraj i chciałam, żeby mnie przytulił, przykrył kołdrą, pogłaskał po policzku i delikatnie pocałował w czoło i zatrzymał się w tym pocałunku. I tulił mnie. I szeptał, że mnie kocha. 

Wiem, że był iluzją, ale tak piękną i idealną, że tym bardziej za Nim tęsknię. 


Zasypana śniegiem, pod zaspą wspomnień i marzeń, tęsknię, żebyś mnie spod niej wyciągnął, ale nie istniejesz i nigdy już nie zaistniejesz, więc sama się muszę spod niej wydostać, co właśnie powoli robię, ocierając wełnianą rękawiczką łzy nim zamarzną na policzkach. 

Naprawdę go kochałam. 

wtorek, 28 stycznia 2014

naprędce usłyszane

Usłyszane przypadkiem. W pewien sposób jednak pasujące.

"Yes, I'm in need of something
But it's something you ain't got,
But I used to love you a lot."




o Złości i Żalu

Pozwól mi być na Ciebie złą. Pozwól się wściekać i mieć żal i nie chcieć Cię słyszeć. Daj mi miejsce do rozrzucania wszystkich tych uczuć, przejrzenia ich i ułożenia na powrót. Tak, chcę wejść do szafy, bo trzeba zrobić porządek. Pewnie porządek bardziej w Twoim niż moim stylu, czyli całkiem drobiazgowo poukładać rzeczy, wyrzucić, co niepotrzebne, wytrzeć kurze i wygładzić niewidoczne zmarszczki na rzeczach, które są już równo ułożone. 

Jestem zła o stracone marzenia, marzenia, które się nie spełnią, marzenia, które nie miały racji bytu i tylko przez dwa lata utrzymywały mnie w złudnym przeświadczeniu, że będzie dobrze, że znalazłam swoje szczęście, że już nie muszę szukać dalej i że to legowisko, na którym się układam, jest docelowe.

Wykorzystałaś moje dobre intencje, moją otwartość na różnorodność, moją otwartość na ludzi i to co niosą ze sobą, ich problemy, ich światy, ich niedopasowanie. 

To w sumie jednak boli. 

Bo jakby nie było, to tęsknię za facetem, w którym się zakochałam. To on, jako mężczyzna, posiadał zestaw cech, który mi się podobał, bo należał do faceta. I na razie jego opłakuję i odczuwam jego nieobecność i za nim jednak tęsknię. 

I oczywiście, że będę  Jego-Ciebie widzieć w wielu rzeczach jeszcze - przy oglądaniu filmu (Obcy kontra Predator byłby znacznie lepszy bez Predatora, nie sądzisz?), w gotowaniu obiadów (dodałam lazura do zupy, fajnie dodaje smaczku), w budzeniu się rano, gdy wspominać będę jak czekałam, aż spełni się, to zawarte było do tej pory w smsach, w przeczytanej książce (ciekawy ten Grzędowicz), w znalezionej piosence w necie, w małym sukcesie technicznym, w błahym wydarzeniu codziennym. Tak, będziecie ze mną jeszcze przez trochę. Ale krok po kroku nauczę się, jak być bez Was i wówczas zdecyduję, co zrobię dalej. 


niedziela, 26 stycznia 2014

Ze złością i bólem głowy czyli czy jestem latawcem?

Relacja z frontu choroby - dziś zapalenie zatok. Bo cóż innego może wywołać łupanie w głowie, ból pod oczami, i pulsujące rozdzieranie przy nachylaniu się. Dodaję więc leki i staram się przeleżeć i jak najmniej ruszać, żeby uniknąć pulsującego bólu za oczami, gdzieś wewnątrz mózgu, skąd nie można go wydrapać, wyjąć, usunąć, przyklepać, okładem otulić. 

Dzień ze złością, że nie chcę być manipulowaną, że boję się, że może się tak zdarzyć, że nieświadomie nawet, chcąc osiągnąć swoje nieświadome cele, będziesz mną manipulować, a ja poddam się temu, żeby osiągnąć swoje cele i dlatego, że nie umiem przejść obojętnie.
Dlatego teraz pora na Bez Ciebie, żeby nabrać "obojętności" i na nowo uzbroić się, ułożyć, wymyślić, poznać, określić czego będę chciała, jak często i na jakich ogólnie zasadach. 

Dzwonisz do mnie, płacząc, że się martwisz a ja nie wiem w sumie co mam zrobić, bo to całkiem nowe, że tak płaczesz za mną, ale boję się, że to nieświadoma Twoja manipulacja. Bo nie chcę wierzyć w tę świadomą, bo mimo wszystko uważam, że ludzie są jednak raczej dobrzy niż źli. I płaczesz tak, a ja słyszę ptaki w tle, bo dzwonisz ze spaceru z psem. I zła jestem na Ciebie też, że przekraczasz granicę. I chociaż to urocze, że się martwisz i że chcesz wiedzieć i że jesteś zainteresowana, to jednak złości mnie, że nie przestrzegasz reguł. 

Czy jestem latawcem, który związany z Tobą na sznurku szuka dobrego wiatru w górze i czeka, aż sznurek zostanie poluzowany aby nabrać powietrza pod skrzydła i polecieć, ale i tak wrócić do Ciebie? Póki co to jestem latawcem, ale latawcem, który marzy o tym, żeby być paralotnią, albo samolotem. Cóż za poetyckie porównania. Ale ptak wydał mi się jednak nazbyt ckliwy i romantyczny. Nie wiem, a może jestem latawcem. Czas pokaże. 

sobota, 25 stycznia 2014

Mój Dzień

Strasznie mi brak tego, żeby Tobie opowiadać, co się wydarzyło. Dziś złapałam się na tym, że komentuję na głos rzecz z telewizji. To był komentarz do Ciebie, jak gdybyś go mogła usłyszeć. 

Dziś rano czułam się lepiej, ale z takim smutkiem się obudziłam i tęsknotą, że cały dzień podpłakuję i źle mi jest i strasznie bym chciała być przytuloną i zaopiekowaną. Tego brakuje mi najbardziej, bo nie mam na to nadziei i chyba za tym tęsknię najmocniej. 

Kazałam się sobie pozbierać i nie mazać się ale wejść do wanny i się oporządzić i wypachnić i pranie zrobić. Przy okazji machnęłam szczotką wannę i umywalkę. 

Potem usiadłam skończyć Kamerdynera. Nie powalił mnie ale problem segregacji rasowej jest ciekawy i to, jak długo USA się z tym mierzyło. Potem rozmawiałam z Ch. Między innymi o gender. Trochę nie ogarniam szczerze mówiąc dlaczego ktoś ma z tym problem. Ciekawe, jak to z filozofiami było. Na pewno byś wiedziała. 

Potem A. zadzwoniła i dłuuuugo rozmawiałyśmy. Trochę się jej wygadałam, ale nie bardzo mi to pomogło akurat. Te emocje się muszą ułożyć we mnie. To taki męczący proces jest. 

Potem zjadłam zupę swoją pyszną. Na prawdę super mi wyszła. I jeszcze na jutro będzie. I im bardziej było popołudniu tym bardziej się gorzej czułam, i potem się położyłam i Sekretne Życie Pszczół oglądałam. Czytałam to kiedyś, bardzo ładna książka, o kochaniu, poszukiwaniu siebie trochę, ciepła taka i czuła. Film całkiem ok. 

A potem pośmigałam po kanałach nic ciekawego nie znajdując i położyłam się spać. 

Obudziłam się po godzinie, zjadłam resztkę kaszy jaglanej z warzywami i dodałam do niej fety i pestek z dyni - bardzo usmaczniły danie. 

A teraz siedzę i piszę do Ciebie a Nie Do Ciebie i nadal mi smutno, ale szukam drogi jak inaczej sobie radzić bez Ciebie, póki to wszystko się nie ułoży. 

Jesteś bardzo kusząca, ale szczerze mówiąc, nie wiem jak mogłaby teraz wyglądać ta nasza relacja. No bo wiadomo, że nie tak intensywnie jak wcześniej, choć siłą przyzwyczajenia mogłaby pójść w tym kierunku. Może ten czas oddzielnie pomoże się ułożyć na nowo w rzeczywistości i nie będzie potem istniało ryzyko takiej intensyfikacji związku. 

Piję dużo, odpoczywam, rozważam wciąż poniedziałek, być może jednak sobie go odpuszczę. 

Mam nadzieję, że nie zmarzłaś dziś za bardzo po drodze i z powrotem i zdążyłaś na autobus. Też myślę o tym, co robisz, bo trudno nagle wymazać to wszystko. 


Tęsknota

Tęsknię.

Obudziłam się dziś stęskniona, smutna i zapłakana. Poranek zalany łzami, a tu cały dzień przede mną i zastanawiam się jak dać radę. 
Szukam wzoru, do którego się mogę dopasować, jakie znaleźć rozwiązanie, myśląc jednocześnie, że chyba rzecz w tym, żeby samodzielnie znaleźć swój wzór. Że nie chodzi o szukanie gotowych szablonów, ale trzeba stworzyć swój własny, dla samej siebie, najlepiej pasujący i taki, jaki sama uznam za wygodny dla samej siebie. 

Tęsknię za Tobą, za Twoją troską, poczuciem humoru, zainteresowaniem, ciepłem w głosie, tym, że o mnie myślisz, tym, że mnie akceptujesz w pełnia taką, jaką jestem. Tęsknię za komentowaniem z Tobą, i wieczorem spędzonym na opowiadaniu siebie. 
Tęsknię za Twoim światem, który w rzeczywistości odkryłam niedawno dopiero. 
Tęsknię za dzieleniem się sobą. Nie wiem, czy tęsknię za dzieleniem się sobą z Tobą, czy po prostu za dzieleniem się sobą. Teraz jest czas na to, żeby sobie odpowiedzieć na to pytanie. 

Będzie trudno. 

Tęsknię za tym, jak się czułam, tęsknię za byciem kochaną, tęsknię za sobą ale tęsknię też chyba i za Tobą. I jestem w stanie sobie wyobrazić, że mnie przytulasz gdy płaczę. I wydaje mi się to być w Twoim przypadku strasznie naturalne. 

Dziś więc będzie tęskniąca sobota. 

Oh lonely hands grab my suitcase full of nothing
I don't know why, I don't know why
You took me here and gave me something to believe in
I don't know why, I don't know why


piątek, 24 stycznia 2014

W samotności

Chorowanie samemu sprzyja rozmyślaniom. Poza momentami, kiedy któryś z przyjaciół dzwoni, poza momentami, kiedy drzemiesz albo robisz siódmy termofor danego dnia albo po raz kolejny idziesz sikać, bo wypiłaś już 4 kubek wody gorącej w przeciągu 3 godzin, to poza tymi momentami jest się ze sobą i swoimi myślami.

Wniosek numer 1:
chcę, żeby ktoś przy mnie był, gdy jestem chora, nie tylko w sensie emocjonalnym ale też czysto fizycznie, żeby mi ktoś nagotował zupę, poszedł do apteki po leki, przyniósł picie i generalnie zadbał o mnie i sfokusował się na moich potrzebach. 

Wniosek numer 2:
wkurza mnie tu i teraz jak są ludzie, którzy nie doceniają, że mają kogoś koło siebie, bo samodzielne zakupy jak masz temperaturę (a potem gotowanie zupy nad ranem, kiedy okazuje się, że czujesz się najlepiej i masz trochę siły na to zadanie) nie jest czymś, co jest ani fajne ani przyjemne. I nie chodzi o to, że nie potrafię o samą siebie zadbać. Potrafię i to doskonale, ale ileż można samej o siebie dbać - dzielenie odpowiedzialności bywa przyjemne, także za samą siebie. 

Wniosek numer 3:
Jestem zmęczona chorowaniem i umowa zlecenie nie pomaga w dojściu do zdrowia, kiedy myślisz sobie, że każdy kolejny dzień spędzony na dochodzeniu do zdrowia pozbawia cię zarobku

Wniosek numer 4:
Jestem bardziej wrażliwa i rozczulam się mocniej niż zwykle i generalnie żal mi samej siebie i tak - jestem właśnie Kuleczką. 
Kuleczką, którą ktoś by mógł pogłaskać, przytulić, opatulić kołdrą i dawać buziaki w czółko, że niby sprawdzać temperaturą a tak naprawdę być po prostu dla mnie czułym.

Chyba łatwiej chorować, kiedy myślisz, że następną razą już ktoś będzie koło ciebie i te wszystkie czynności wykona, a ty sobie będziesz mogła leżeć i chorować do woli. Ale nie mając tej perspektywy trudniej poradzić sobie z tu i teraz, bo trochę nie ma na co czekać i nie ma w powidoku szansy nawet na poprawę takiego stanu rzeczy. 




czwartek, 23 stycznia 2014

O Dziku, który był Reniferem

Dzik Tadeusz miał 5 lat i mieszkał w piwnicy, a czasem na balkonie. Mieszkał na balkonie głównie zimową porą, kiedy nadchodziły święta i całe miasteczko stroiło się w światełka, migające lampki i wszelkie błyszczące ozdoby i błyskające rzeźby z drutu. Pomagano wówczas Tadziowi dojść po stromych schodach z piwnicy na balkon kamienicy przy ulicy Armii Krajowej. Strojono choinkę, którą ustawiano obok Tadzia i zarówno na niego jak i na nią nakładano długie metry świecących światełek. I wówczas zaczynała się przemiana Tadzia z Dzika w Renifera. Albowiem doczepiano Tadziowi rogi - świecące, zielone rogi, podobne kolorem do gałązek choinki, czasem stapiające się z nią i wówczas właśnie można było dostrzec, że Tadzik jest tak naprawdę Dzikiem a nie Reniferem. 
Przez wiele lat mieszkał przez cały rok w piwnicy, przenoszono go tylko z kąta w kąt przy okazji porządków, i zdejmowano wówczas z niego pajęczyny. Ale przemiany ekonomiczne lat 90-tych XX wieku oraz otwarcie granic nie pozostało bez wpływu na los Tadzia. I tak oto jego właściciele, kierując się oszczędnością i sprytem zaczęli przerabiać Tadzia z Dzika na Renifera. 
Dzik Tadzio bowiem wcześniej z dumą zapraszał do karczmy, mieszczącej się tuż przy wjeździe do miasteczka. Ale te same przemiany, które sprowokowały pojawienia się Renifera, sprawiły, że karczma przy wjeździe przestała się opłacać, bo nie dotowało jej już dłużej ani państwo ani przepastne kieszenie lokalnych urzędników, więc musiała zamknąć podwoje i od kuzyna przez stryjenkę Dzik zawędrował do piwnicy przy ulicy Armii Krajowej. 

Pamiętam ten balkon, jak mijałyśmy go, idąc na dworzec. I jak się śmiałaś ze mnie, że jak zwykle wymyślam bzdury, ale co przyjemne - lubiłaś to wymyślanie i co jest jeszcze fajniejsze - sama je wymyślałaś wraz ze mną. 

Nadal w domu pod kołdrą, grzeję stopy termoforem, piję ciepłą wodę, leżę, całkiem sporo czytam, palę zapachową świeczkę cynamonową, podkręciłam kaloryfer, żeby nagrzał pokój po nocy, patrzę na mróz za oknem i całkiem nawet się cieszę, że nie muszę dziś wychodzić. 

Ale boję się trochę tego chorowania, boję się zamknięcia w swoim świecie ze wspomnieniami Ciebie, boję się, że w poniedziałek nie będę chciała wyjść z domu, że będzie trudniej się zebrać, ogarnąć, uporządkować, włos, makijaż, zestaw ubraniowy.. Chociaż może nie. Może będę chciała już wyjść, do ludzi, do działań, oderwać się na moment od samej siebie, powoli krok postawić jeden przed drugim i niepewnie jeszcze, z obawą może, ale pójść choć trochę do przodu. 

Mając Jego-Ciebie łatwiej było mierzyć się z przyszłością, bo nie byłam w niej sama i perspektywa wspólnego bycia ułatwiała, ustawiała priorytety, nadawała kierunek i motywowała do działania.  A teraz trzeba perspektywę na samą siebie ustawić, znów zadać pytanie, czego ja sama w tym nowym układzie chcę, potrzebuję, i samą siebie przekonać znów, że dam rade, że nie ma czego się obawiać, i że przecież nie jestem sama tak całkiem, bo dużo ludzi wokół mnie, którzy pomogą, jeśli trzeba będzie. 

Wracam pod kołdrę, może uda się podrzemać i choć trochę odpocząć po nocy, przerywanej wstawaniem i abstrakcyjnymi snami. 

środa, 22 stycznia 2014

Chorowania ciąg dalszy

Przepuszczam czas pomiędzy palcami. Od czasu do czasu spoglądam na zegarek i wówczas myślę o Tobie. O tym, czy własnie idziesz do pracy, że jesz drugie śniadanie, że czas wolny masz, że wracasz do domu, że jesz obiad, że pies, że dom, że film, że sama trochę nie wiem co. 

Przepuszczam dziś czas pomiędzy palcami i leżę, czytam trzy strony, układam klocki, sprawdzam niusy, przełączam kanały w poszukiwaniu czegoś co zatrzyma mnie na dłużej, drzemię, rozmawiam, piszę, jem, przyrządzam napoje. 

Przepuszczam dziś czas pomiędzy palcami i w kolejnych rozmowach odsłaniam weekend miniony, sama żongluję myślami w głowie, wspominam, uśmiecham się, docieram do prawdy, dostrzegam swoje emocje, analizuję Twój świat, szukam miejsca dla siebie na tu i teraz. 

Wyrzuciłam uschnięte kikuty bazylii i zasadziłam imbir, nie wiedząc, czy coś z tego wyrośnie czy nie. Może pomidory? 

Wiem, że tam jesteś, wiem, że mogę wrócić, ale muszę spróbować bez Ciebie być, żeby wiedzieć, czy chcę wracać czy nie. 

Na wieczór naszykuję sobie kąpiel, żeby zmyć zapocenie, temperaturę, chorowanie i zapach leków. Naszykuję kąpiel i zadbam o samą siebie najprostszym i najbezpieczniejszym sposobem jaki znam. Nałożę krem, umyję włosy i wysuszę je, żeby wiatr od nieszczelnego okna nie przygnał większego kataru. 

Zatkany nos od dziś, mniejsza temperatura, gardło wciąż czerwone i wciąż obolałe, całe ciało mniej wrażliwe na dotyk.
Piję napój imbirowy i przepuszczam dziś czas przez palce. Po to też jest chorowanie. Żeby na chwilę się wyizolować, oderwać, czas przepuścić i przyjrzeć się jemu i sobie samemu. 


wtorek, 21 stycznia 2014

Chorowanie

Choruję z gracją Królowej Brytyjskiej. 

Smutno trochę bez Ciebie.
Dziś robiąc zakupy w sklepie popłakałam się, że nikt mi nie ugotuje zupy i że nawet nie mogę na to czekać już. Szkoda. A wiem, że faktycznie byś zadbała jak trzeba.
Jadąc sama do lekarza myślałam też sobie, że w sumie czym się różni to chorowanie od tych poprzednich z ostatnich dwóch lat. Nadal Cię nie ma i różnica jest tylko taka, że Ciebie nie będzie i nie mam na co czekać. 

Boli mnie gardło i czuję napięcie w skórze i jest ona bardziej delikatna i odpowiada na bodźce błyskawicznie. Najlżejszy dotyk podkoszulka na plecach wydaje się być odczuwany mocniej. Nie będę Beatlesem, nie poznam babć i dziadków ze szkoły, nie będzie zabawy. 

Może P. podjedzie do mnie. Z owocami, ziołami i chlebem. Może. Będzie to kochane. Ale nie zmienia to faktu, że i tak jestem sama, co odczuwam równie mocno jak skóra dotyk podkoszulka. 

Drugi dzień bez Ciebie. Piszę wszystkim innym, jak się czuję, ale nikt nie dopytuje jak Ty i nikt nie sprawdza, czy piję, czy wzięłam leki, jak wysoką mam temperaturę. 

Tęsknię nadal. Chcę wyszeptać do słuchawki tę tęsknotę, zadzwonić i powiedzieć, że ona jest, że drąży nadal, że siedzi obok na łóżku, że depcze po piętach w drodze do kuchni. Chcę zadzwonić i usłyszeć, jak do mnie mówisz, jak się śmiejesz, jak z troską pytasz, jak trochę niby krzyczysz, chociaż naprawdę dbam o siebie i nie masz powodu do złości. Poszłam do lekarza przecież od razu, nie czekałam, byłabyś zadowolona. 
Mówiłam Ci, że umiem dbać o siebie.

I myślałam sobie, że bym chciała, żebyś teraz zadbała o samą siebie tak, jak dbałaś o mnie. 


poniedziałek, 20 stycznia 2014

Wieczornie

Jeszcze na chwilę, kilka myśli kręci się po głowie. 

Źle się czuję, boli mnie gardło, trochę jestem śnięta. Mam nadzieję, że to nie katar od Ciebie ani nic gorszego. Nie chcę sama chorować, nie chcę no. 

Prawie już skończył się dzień. Pierwszy dzień Bez Ciebie. Ani jednego smsa, tylko króciutka odpowiedź Twoja na mejla, tak króciutka jakby jej nie było.  Nie wiem, co u Ciebie, jak się czujesz, co robiłaś ani o czym myślałaś. Nie otulę się Twoją uwagą i kochaniem na wieczór. Nie każesz mi wziąć leków, nie zapytasz po kilka razy jak się czuję, czy mam temperaturę i czy piję odpowiednią ilość płynów. Nie powiesz do mnie Słoneczko ani nie nazwiesz mnie po nazwisku. Nie powiesz, że kochasz, że uważaj na siebie, że jestem najważniejsza i ubieraj się ciepło. Nie powiesz, jak ładnie się ubrałam, ani że śliczne mam oczy. Nie powiesz mi już, że tęsknisz tak bardzo, że boli. A wieczorem jakoś boli bardziej. I oczy same napełniają się łzami. I trochę zamazuje się obraz już i tak niewyraźny przez brak okularów. 

Tęsknię. Za kochaniem, za byciem kochaną i za tym, jak sama się czułam ze sobą i z Tobą otulona tym wszystkim dobrym, co czułam ja i Ty. 



Things will be much better
Come April or May
Time can be so cruel
But it'll be my friend someday
There was a lot we didn't say

Bez Ciebie do Ciebie

Muszę jednak pisać do Ciebie. Pisanie do wszystkich jest trochę jak do nikogo, więc niech będzie do Ciebie. Chodzi przecież o to, żeby przetrwać ten czas Bez Ciebie, nauczyć się Bez Ciebie, samodzielnie wszystko zrobić i pójść dalej. 

Więc skoro Ciebie namacalnie nie będzie, póki co będziesz Tu. I Tu będę pisać do Ciebie bez Ciebie, dzieląc się sobą i tym wszystkim, co się przytrafia. 

Zamiast pisać powinnam się zbierać, ogarniać, kąpać, włosy suszyć, szukać zestawu ubraniowego na dziś i generalnie wejść w rzeczywistość. Ale po weekendowej podróży trochę trudniej i jakoś tak czas przelewa się przez palce, przepływa obok i nie chce się dać zorganizować. 

Na raty trochę będę pisać, bo zaraz zamknę niedokończonego posta i nim go opublikuję cały dzień przejdzie i będę w trakcie dopisywać nowe rzeczy i dzielić się tym, co się przytrafia. Póki co to poranne naleśniki z nutellą. 

[I postaram się nie myśleć o Twoich smutnych oczach i o oczach, które tak ślicznie się do mnie uśmiechały]

Skończyłam drugi poziom układania klocków. Popłakałam się w wannie. Ale mało było widać, bo i tak miałam mokrą twarz. 

Jestem śpiąca, mimo że tak długo spałam dziś. 




""There will come a time, you'll see, with no more tears

And love will not break your heart, but dismiss your fears
Get over your hill and see what you find there
With grace in your heart and flower was in your hair"

Ułoży się, prawda? 
Pierwszy dzień bez Ciebie jest tak samo trudny, jak pierwszy dzień bez papierosa, z tą różnicą, że wtedy miałam Ciebie, jak rzucałam palenie, a teraz poniekąd rzucam Ciebie. Uzależniłam się od Ciebie. Od niego. I od Ciebie też. 

Idę suszyć głowę. Część mnie została z Tobą, wiesz o tym, prawda? wiem, że wiesz. Bo część Ciebie została ze mną. 

Dobre zajęcia dziś, oddałam część książek do biblioteki i kupiłam jeście. Nienapoczęta paczka m&m'sów czeka na mnie a orzeszki w czekoladzie kończę. 

Robienie wszystkiego wydawało się prostsze, mając Ciebie w perspektywie. Robiąc rzeczy, które zanosiło się potem Tobie. 

Internet szaleje a ja boję się, jak sobie poradzę teraz bez Ciebie, gdy coś się będzie psuło, albo wymagało jakiejkolwiek technicznej uwagi. 

Strasznie chaotyczny ten wpis dziś, ale mija pierwszy dzień bez Ciebie. Bez Ciebie w ogóle, bez Ciebie w perspektywie, bez Ciebie w telefonie i po drugiej stronie ekranu. Chociaż jesteś nadal w mojej głowie, mówię do Ciebie, pokazuję Ci rzeczy i patrząc na świat, chcę Tobie opisywać, co widzę. 

Zapaliłam świeczki i pachnie i mruga. I światło z małych lampek i szum pralki z łazienki i szum wody w kaloryferze. I otulam się dźwiękami, staram się skupić, dostrzec, zauważyć na nowo moją rzeczywistość, która znów cała należy tylko do mnie. Której nie dzielę, nie oddaję Tobie. 

Myślę sobie, jak jest teraz u Ciebie, jak siedzisz na krześle przy biurku, jak układasz się na łóżku na poduszce z mapą i przełączasz kanały, jak drzwi masz uchylone, żeby słyszeć ojca, który niczym prehistoryczne zwierzę, od czasu do czasu zawyje zza ściany, dając sygnał do jakichś czynności codziennych. Widzę, jak pies wskakuje na łóżko i tuli się pyskiem w Twój brzuch i jak głaszczesz go i wymieniacie myśli. Widzę, jak zapalasz podgrzewacz i porządkujesz rzeczy na stole. Widzę Cię w przestrzeni, której nie znałam dotąd wcale, a w której pozwoliłaś mi poczuć się jak w domu. Trochę tęsknię. 

niedziela, 19 stycznia 2014

Pożegnanie, powrót i początek

Siedziałam z Nią wczoraj jeszcze i piłam herbatę. 

Leżałam na łóżku u Niej w pokoju, głaszcząc tulącego się psa, czasem zaczepiając dłonią o jej palce, gdy w tym samym czasie dotykałyśmy psiej sierści. Zawieszona w nieznanej przestrzeni, zupełnie nowej ale o dziwo bezpiecznej i przytulnej. Zaopiekowana po koniuszki kokardek, otulona ciepłem i kochaniem. Z szeroko otwartymi oczami chłonąca nowość świata, który powinnam znać, ale który pozostał ukryty do niedawna. 

Poznałam Ją dwa lata temu, znam Ją od trzech tygodni, żegnam się z Nią na początku znajomości. Dzięki temu tylko jestem w stanie poukładać w sobie myśli, uczucia i wspomnienia. 

Smutno zostawiać Kochanie. 
Żegnać się. 
Odjeżdżać. 
Układać samemu Siebie. 
Wracać do domu, gdzie pusto, cicho, i gdzie na razie nie ma na co czekać. 




Dziękuję Ci, że byłaś ze mną. Dziękuję, że jesteś i dziękuję, że pozwalasz odejść i zrobić porządek samodzielnie. 
Dziękuję Ci za wszystko dobre. Nie wiem teraz dokładnie, co to jest, ale dziękuję Ci na zapas. Jak się dowiem, to nie omieszkam napisać. 
Czasem żałuję, że nie jestem kimś innym. Ale wiem, że mnie rozumiesz. 

<3