piątek, 24 stycznia 2014

W samotności

Chorowanie samemu sprzyja rozmyślaniom. Poza momentami, kiedy któryś z przyjaciół dzwoni, poza momentami, kiedy drzemiesz albo robisz siódmy termofor danego dnia albo po raz kolejny idziesz sikać, bo wypiłaś już 4 kubek wody gorącej w przeciągu 3 godzin, to poza tymi momentami jest się ze sobą i swoimi myślami.

Wniosek numer 1:
chcę, żeby ktoś przy mnie był, gdy jestem chora, nie tylko w sensie emocjonalnym ale też czysto fizycznie, żeby mi ktoś nagotował zupę, poszedł do apteki po leki, przyniósł picie i generalnie zadbał o mnie i sfokusował się na moich potrzebach. 

Wniosek numer 2:
wkurza mnie tu i teraz jak są ludzie, którzy nie doceniają, że mają kogoś koło siebie, bo samodzielne zakupy jak masz temperaturę (a potem gotowanie zupy nad ranem, kiedy okazuje się, że czujesz się najlepiej i masz trochę siły na to zadanie) nie jest czymś, co jest ani fajne ani przyjemne. I nie chodzi o to, że nie potrafię o samą siebie zadbać. Potrafię i to doskonale, ale ileż można samej o siebie dbać - dzielenie odpowiedzialności bywa przyjemne, także za samą siebie. 

Wniosek numer 3:
Jestem zmęczona chorowaniem i umowa zlecenie nie pomaga w dojściu do zdrowia, kiedy myślisz sobie, że każdy kolejny dzień spędzony na dochodzeniu do zdrowia pozbawia cię zarobku

Wniosek numer 4:
Jestem bardziej wrażliwa i rozczulam się mocniej niż zwykle i generalnie żal mi samej siebie i tak - jestem właśnie Kuleczką. 
Kuleczką, którą ktoś by mógł pogłaskać, przytulić, opatulić kołdrą i dawać buziaki w czółko, że niby sprawdzać temperaturą a tak naprawdę być po prostu dla mnie czułym.

Chyba łatwiej chorować, kiedy myślisz, że następną razą już ktoś będzie koło ciebie i te wszystkie czynności wykona, a ty sobie będziesz mogła leżeć i chorować do woli. Ale nie mając tej perspektywy trudniej poradzić sobie z tu i teraz, bo trochę nie ma na co czekać i nie ma w powidoku szansy nawet na poprawę takiego stanu rzeczy. 




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz