piątek, 22 sierpnia 2014

Kuchenne rewolucje.

Przepadam w kuchni. Pośród mgły znad garnków, zapachów z patelni, pomiędzy miękkością krojonego mięsa, zielonością cukinii, żółcią curry, pomiędzy sokiem z pomarańczy, spływającym po palcach a słodkością późnoletnich malin. 
Dotykam, smakuję, chłonę zmysłami. 
Smakuję ust słodki smak, pod palcami wyczuwam delikatność skóry, wącham całą sobą zapach ciała obok, językiem kosztuję nowych smaków, wciąż zaskakujących, uderzających nowością, pysznością, egzotyką i improwizacją w tworzeniu dań. 
Poznaję całkiem nową kuchnię, trochę znajomą, trochę pełną zaskakujących możliwości, łączenia smaków, przypraw, składników. 
Wciąż się zakochuję. 

Wciąż z lękiem, wciąż niepewnie, ale nieprzerwanie dążąc do zapewnienia sobie smacznego jutra. 


ps. wciąż gotuję się ze złości, na wspomnienie tego, co zrobiłaś. 

piątek, 6 czerwca 2014

Idę

Idę dalej w objęciach wiosny, trzymając nową perspektywę za rękę. Kochając się wieczorami i budząc koło namacalnego, ciepłego ramienia, zakochuję się ostrożnie i krok po kroku, odkrywając kolejne warstwy siebie, robiąc niespodzianki i dostając prezenty. Uczę się nie bać przyszłości i polegać na danym słowie. Pozwalam Mu na inicjatywę, ciesząc się jak dziecko, gdy razem skaczemy po pasach. Gram nowe rytmy na swoim basie i wystukuję obcasem nowe melodie. Palcem wodzę po jego ślicznych ustach i wtulam nos w pachnącą szyję. Pozwalam się objąć ramieniem i opatulić bluzą, gdy zimno. W godzinie przytulania przepadam z kretesem i daję się uwieść dbaniem o mnie. 

Obyś nigdy nie poznała ogromu krzywdy, jaki mi przyniosłaś, lęków, które pozwoliłaś nagromadzić i smutku, przez który przekopuję się teraz do słońca. 

Widzę teraz, że wartość milion razy większą ma to, co nie wymyślone, ale prawdziwe i pod palcami wyczuwalne. Szkoda, że tyle czasu czekałam. 

Idę. 


"Nie myśl o nim źle, nie myśl o nim czule, kiedy go zobaczysz odwróć się i idź. "

niedziela, 18 maja 2014

Bezsenne noce i wiosenny świr czyli muszę wymacać świat.

Nie śpię dobrze. Budzę się często, przepadam w dziwnych snach, gdzie śnią się ci, co tu i teraz. Witam świt herbatą i tostami, drzemię, słuchając budzących się ptaków, patrzę na poranne mgły i noce rozmyte w deszczu światła. 
Odnajduję siebie, drobiazgi, które robiłam, poupychane w szufladach, szafkach, pod oczekiwaniem na lepszą przyszłość i smutkiem rozczarowania. 
Wracam do przeszłości "sprzed", idę do przyszłości "po". Znów cieszę się ludźmi, rozmową, smażonymi wspólnie naleśnikami, mizerią z cukrem i miękkim kocem pod policzkiem. Skaczę przez klocki i wymyślam bzdury, tworzę nowe historie i nowe przestrzenie. Poznaję Pumę i Klockowego Ludzika, szukam szczęścia w tajemnym sejfie i wilgocią pachnącej kawalerce. Biegnę po ulicach, żeby zdążyć, śmieję się głośno w klepie z zabawkami i wymyślam małe prezenty, inspirujące twórcze zapędy po drugiej stronie. 
Tańczę rano w szlafroku i gram wieczorem na gitarze. 
Wychodzę z szafy, choć wciąż się boję i wciąż zadaję sobie pytanie, czy mogę zaufać i czy to, co widzę, jest prawdą. Im bardziej czuję świat pod palcami, tym bardziej się ośmielam. 


niedziela, 11 maja 2014

do P.

"Kiedy ktoś, kogo kochasz, umiera, i to niespodziewanie, nie odczuwasz straty natychmiast. Tracisz tego kogoś kawałek po kawałku przez długi czas - w miarę jak przestaje do niego przychodzić poczta, jak wietrzeje zapach jego perfum na poduszce oraz ubrań w szafie i  szufladzie. Stopniowo gromadzisz fragmenty, które odeszły. Wtedy właśnie nadchodzi ten dzień - ten dzień, gdy brakuje ci szczególnie jednej konkretnej cząstki i przytłacza cię uczucie, że ta osoba odeszła na zawsze, a potem nadchodzi inny dzień i odczuwasz szczególny brak czegoś innego. " 
John Irving, Modlitwa za Owena. 


sobota, 10 maja 2014

sobota rano

Noc cicha i ciemna. Czujnie przeleżana, w bałaganie myśli i uczuć. Herbata o 3.00 nad ranem, kanapka o 7.00 rano. Drzemka, niespokojny sen. Drżenie rąk i pływający telefon w wannie. Trudny sobotni poranek, między kroplami deszczu na szybie, szumem suszarki, smutnym dźwiękiem dzwonka. 

Rozbita i pełna niepokoju czekam na popołudnie, które zajmie myśli, dłonie i przestraszone oczy. 



czwartek, 8 maja 2014

cebula

Obieram siebie, jak cebulę, z kolejnych warstw, rozlewając łzy na około. Kapią na dłonie, spływają po palcach, wprost na łupiny mojej przeszłości. 
Skrupulatnie, jak pod mikroskopem, oglądam je i precyzyjnie zapisując wynik,  załamuję ręce nad kolejną porażką badawczą. 

Tylko śpiąc nie można schrzanić niczego. 


poniedziałek, 5 maja 2014

gdzieś pomiędzy wtedy a teraz



* * *


Przemarznięte dłonie grzeję w pianie, przewracam kolejną stronę, zagubiona próbuję dopłynąć do brzegu wanny. Opieram policzek na swojej dłoni, która mocno trzyma się krawędzi. Tak chwiejna jest teraz moja równowaga. Łzy trwają wciąż w pogotowiu, na baczność z tyły oczu się czają. Czekam na sen i wtedy cicho łkam w poduszkę, żeby nie obudzić nikogo. 
Rozglądam się i patrzę i chcę więcej i dużo dobrego, objąć, przytulić, zanurzyć się pomiędzy ciepłym gestem, dowcipem, słowami, które czytam; namacalnie wreszcie móc sobie być i odetchnąć głęboko i zasnąć spokojnie, bez oczekiwania, bez lęku, bez poczucia braku i tęsknoty. 


Melancholia

Jakaś tęsknota się przyplątała, smuteczek na parapecie przysiadł, rozgościł się pomiędzy biedronką a muszką, wącha konwalie i patrz na mnie dużymi oczami. Wydaje się rozgoszczony, chociaż go nie zapraszałam. 
Odkurzam więc, czyszczę, sprzątam, wycieram kurze, zmieniam pościel, porządkuję, wypachniam, przestawiam, zmieniam, dodaję, odejmuję i próbuję ze wszystkich sił odegnać go precz. Ale on nadal siedzi na parapecie.
Nie jest to wymarzone towarzystwo, ale chyba zjemy dziś razem kolację i nawet pewnie posiedzimy w wannie. A konwalie tak ładnie pachną, że podzielę się tym zapachem. 


sobota, 3 maja 2014

Wróżby

Stawiam pasjanse, przekładam, tasuję, od rana wpatruję się w karciane figury, bojąc się przyszłości, którą mogę zobaczyć. Świat zaskakuje mnie, pędząc obok. Znów wchodzę w niego, znów nieśmiało, niepewnie, rozglądając się uważnie na boki. Ostrożnie patrzę na dłoń wyciągniętą w moim kierunku, uśmiechając się lekko i patrząc na wszystko z szeroko otwartymi oczami. 


"There's a place
Where I can go
When I feel low
When I feel blue
And it's my mind"

niedziela, 27 kwietnia 2014

sto lat i karciane sztuczki

Z małych fotografii tkam rzeczywistość, układam je w siatkę drobnych spojrzeń, zapisanych na skórze, w zapachu, pod językiem, na palcach. Zatapiam się w sennej rzeczywistości, przesnutego za mgłą niewyspania dnia, uśmiechając się do nocnych wspomnień. 
Rejestruję fakty i powstrzymuję się od pisania scenariuszy, których wiele wersji ciśnie się z tyłu głowy, odganiam je jak owady nad wodą, zamykam oczy i w ciszy rozpływam. 

Pozwalam sobie tęsknić, przyglądając się swojej tęsknocie, rejestrując jej chropowatą fakturę, wilgotną od łez, wypłakanych wcześniej. 

"miało być tak pięknie
miało nie wiać w oczy nam
i ociekać szczęściem, 
miało być sto lat sto lat"


Zapraszam nowych ludzi pod powieki, w zakamarki pamięci, pomiędzy zmarznięte dłonie, między kłaczkami dywanu, szukając kart, z których chcę wywróżyć magiczną sztuczką świetlaną przyszłość. 

sobota, 26 kwietnia 2014

***

"Czarodziciele sami sobie kształtują przeznaczenie. Lekko tylko dotykają ziemi."
Terry Pratchett, Czarodzicielstwo


Dziś lubię deszcz.

czwartek, 24 kwietnia 2014

curry/kamień/całość

Palce pachnące curry, kojący głos w telefonie, ciepły, miękki koc otulający bose stopy, przedramiona pachnące pistacjami, rozedrganie wewnątrz, uspokajające się na noc. Jak kręgi na wodzie rozchodzące się powoli ku brzegowi, dobijam na stały ląd. Przemoczona łzami leżę na legowisku, susząc policzki i włosy. Dwa kamienie w dłoni, czuję ich gładką powierzchnię, rozgrzaną od uścisku, mocno zaciskam na nich palce, pachnące curry mimo kąpieli. 
Rozpadam się i sklejam od nowa, rozpadam się i przetasowuję, rozpadam się i tworzę wciąż nowe kształty jak w kalejdoskopie. Rozpadam się po raz kolejny i próbuję złożyć w całość. 

"and now it's time to leave and turn to dust"


***


"My love is gone, left me with both empty hands"

Spłakana kładę się spać w dzień, nie mając siły na razie na więcej. Nie udźwignę. 
Obejmuję się mocno własnym ramionami i, łkając bezgłośnie, wtulam twarz w poduszkę, śniąc i pragnąc uwierzyć sobie i światu od nowa. 

środa, 23 kwietnia 2014

ręce opadają, żołądek się buntuje

Przywiozłam w różowej walizce więcej smutku i rozczarowania. 
Ciało dziś mnie zawodzi. Prowadzi przez mlecze, z zawrotem głowy, opuchnięciem od środka i rozregulowanym żołądkiem, czego nawet nie mogę zwalić na nadmiar jedzenia czy jakoś szczególnie ciężką dietę.
Rozpulchnione chmury napęczniałe deszczem od czasu do czasu przemywają chodniki. 
Rezygnuję z planów popołudniowych na rzecz wieczoru w domu, dla dobra układu trawiennego i własnego spokoju. 
Radio w kuchni, odkurzone, przywleczone ze składzika, gra niegłośno. Kolejna książka skończona. 47. Dobry wynik, oby tak dalej. 
Dobrego humoru ze świecą szukać. Mimo dobrych lekcji, owocnej próby, smakowitej lektury czuję smutek rozczarowania światem, ludźmi, obecną tęsknotą za czymś nieuchwytnym, za czymś co przeminęło, co ledwie palcami dotknęłam, czego nie schwyciłam, bo wyślizgnęło się i gdzieś dalej poleciało. 
Te wszystkie, co moje, układam w sobie, przekładam, robię bałagan, wywracam do góry nogami, piorę, zmieniam szuflady, półki, pudełeczka i walizeczki. 
Bardziej dotyka teraz świat - czuję mocniej i więcej, a wrażliwość na to, co przykre i złe, jest większa we mnie i mniejszą mam przestrzeń tolerancji. 

Nie mogę wyleczyć obgryzionych skórek. 


wtorek, 22 kwietnia 2014

Kroki w Chmurach

Nie wiem sama, kiedy ta wiosna przyszła. Nagle wszystko się zieleni, się kwitnie, się rozwija, płoży, rośnie, wychyla, wygląda. 
Nie wiem sama, kiedy stanę pewnie na dwóch nogach. Wciąż chwiejnie chodzę, wciąż niestabilnie, wciąż chybocząc się, stawiam kroki, próbuję podbiec i gdy już wydaje mi się, że dam radę, że mogę się rozpędzić, potykam się. Opieram się dłonią o ścianę, o przyjaciół, o drugą dłoń. 
Przystaję, patrzę w niebo, chmury jak malowane, kłębią się, rozsnuwają powoli, w słońcu lśnią. Uśmiecham się do chmur. I opuszczam wzrok i patrzę znów pod nogi, delikatnie stawiając następny krok. Idę znów przed siebie. Powoli. Krok po kroku. Nie będę na razie biec. Chodź coś ciągnie i gna, chcę iść, w równym tempie, bez pośpiechu, bez gonitwy. 

"Jestem panią samej siebie, ale nie zawsze panuję nad sobą." 
Jeanette Winterson, Wolność na jedną noc.


poniedziałek, 21 kwietnia 2014

Wiosenne uczulenie

Uciekam z dziećmi do lasu. Kryję się pomiędzy drzewami, w sekretnej bazie, buduję szałas i wącham mech. Przenoszę się w inny świat, słucham bzyczenia bąka, szumu wiatru w suchych gałęziach, odległego szczekania wiejskich psów, głosów dzieci, budujących alternatywną przestrzeń wokół mnie. 
Uciekam od dorosłych, od napięcia, od nagłego ataku głosem, od niewypowiedzianych, wiszących w powietrzu słów, od ciszy, która ciąży, od pustki wokół mnie. 
Zatapiam się jak elf w szarościach lasu, pomiędzy igliwiem a mrowiskiem. Z perspektywy robaczka, który pokonuje wielkie wzgórza ściółki, patrzę za siebie. 
Tęsknię.
Patrzę w zachodzące słońce i unoszę dłoń w geście pożegnania. 
Odwracam głowę i ocieram łzę rękawem. Ech, to wiosenne uczulenie...


sobota, 19 kwietnia 2014

Odpocznijmy


Powoli przyzwyczajam się
do swej nieobecności
powoli przyzwyczajam się
do swej obojętności
Czasami sobie myślę, że
Oj, lepiej byłoby by
gdyby nie było mnie
A może nie?
A może właśnie mylę się?
Wszystko czego pragnę czego chcę
spala się
Zanim wyciągnę po to ręce
spala się
(...)
to tylko jedno tylko proszę Cię

Odpocznijmy
połóżmy się
zapomnijmy



Słońce/Łzy/Boski

Świat wydaje się pachnieć i wyglądać inaczej na święta. Okna lśnią jakoś bardziej, odbijają światło czystości i wypolerowania, bozia powinna być zadowolona, że będzie mogła zaglądać do domów wiernych, nie wypatrując ich pomiędzy plamami, smugami i oddeszczowym kurzem. 
Pachnie też inaczej - słodko, cukrem, miodem, mąką, pieczonym ciastem i innymi domowymi sposobami na nakarmienie bozi. 
Wiosna też jakaś bardziej strojna się wydaje. 

A ja pamiętam dwie ostatnie wielkanoce. Obie smutne, z rozczarowaniem w tle, chowające się w ramionach tego, który nie istniał. Wierzyłam w Niego trochę tak, jak inni wierzą w bozię. Rozmowy na odległość, pisanie, dzielenie się sobą z kimś w mojej głowie - jak boskie cuda. 
Upadek boga z wysokości dla każdej ze stron jest bolesny - i dla boga i dla wierzącego. 
Nie chcę wierzyć w boga. Chcę wierzyć w ludzi. Żyjących, namacalnych i na wyciągnięcie ręki. 

Pakuję rzeczy do różowej walizki. Pomiędzy ciepłym swetrem i pidżamą wkładam łzy. Ostatnio często z nich korzystam. Może tą razą uda się nie. 


It's been a long cold lonely winter
(...)
It's seems like years since it's been there"

czwartek, 17 kwietnia 2014

50 minut

50. minutowy strumień łez. Nieprzerwany płacz odmierzany kolejnymi minutami. Zapuchnięte powieki, okulary przeciwsłoneczne, brak makijażu, którego nie warto było narażać na natychmiastowe zniszczenie. Żmudne przedpołudniowe przedzieranie się przez firanki smutku, zwisające smętnie żale, ukryte pajęczyny lęków i odkrywanie zaprzeszłej przeszłości w kątach pełnych kurzu minionego czasu. Męcząco. Wyczerpująco. Trudno. 
Spacer po wiośnie. 

Dziękuję Ci A. za muzykę, która gra mi w uszach.
Dziękuję Ci A. za rozmowę, która mnie rozbawiła.
Dziękuję Ci M. za zaproszenie i babę wielkanocną i ładne widoki popołudniowe i zaufanie, którym mnie obdarzasz. 


"You're not alone, Dear Loneliness, I forgot that I remember this"

środa, 16 kwietnia 2014

Czas

Po raz pierwszy od dawna nie myślę o czasie, nie czuję jego kapiącego upływu. Po raz pierwszy od dłuższego czasu wracam do domu z radością, pod palcami wyczuwając, emanującą z wnętrza mojej torby energię, wysyłaną przez prezent-niespodziankę. 

Otulam się dźwiękami w domu, rozkoszuję brzmieniem każdej nuty, chrapliwym tonem głosów, przenikliwością słów, gestem pamięci, ciepła, zadbania. Zapominam o czasie, nie patrzę na zegarek, ustalam rytm popołudnia spontanicznie, gładko wchodzę w wieczór, rytuały przedspaniowe wykonuję, z lekkością, spokojem, nieśmiało wyglądającym z kolażu na szafie bezpieczeństwem. 

" I chciałbym też tak to poukładać
poskręcać, posklejać lub zbić (...)
i myślę, że byłoby dość miło
gdybym tak mógł dokonać kiedyś sam
takiego coś, co by zachwyciło
lecz ile jeszcze żyć mam?"
Ile jeszcze życia, Wojciech Waglewski


do Nocy

Droga Nocy

Nie zostawiaj mi w pamięci snów. Zabierz ode mnie obrazy z chwilą, gdy tylko otworzę oczy. Nie każ mi wracać do przeszłości. Nie pokazuj tego, co wiadomo, że się nie spełni, nie wódź mojej wyobraźni na manowce. 

Noszę w sobie obrazy, które mieszają się w snach, nakładają na siebie wzajemnie, przeplatają, tworzą nowe, jak fotografie, jak klisze nieodbitych zdjęć tasują się podczas snu. 

Obudzona  z poczuciem niespełnienia, osnuwającej mnie, jak mgła, tęsknoty, ze smutkiem w oczach i sennością w głowie. Przemieszczam się po świecie, nie wiedząc, czy to dalej sen, czy już nie. 

Droga Nocy, odejdź i pozwól mi, proszę, spać w spokoju. Dość obrazów z rzeczywistości, żeby jeszcze mieszać je z sennymi wyobrażeniami niespełnionych marzeń. 


wtorek, 15 kwietnia 2014

deszczowy wtorek

Deszczowy wtorek w mojej głowie, jak parasolem chronię się przed płaczem dobrymi myślami, otulam w ciepłe spojrzenia, drobne gesty, krótkie wiadomości z uśmiechem, przelotny dotyk przyjaznej dłoni. 
Słucham, patrzę, mimo zapadanych okularów staram się dostrzec świat poza nimi, który rozkwita i wybucha zielonością, jest na granicy eksplozji wszelkich swoich kolorów, dźwięków, kształtów. Krople ściekają po szkle, przecieram je szarym rękawem, wszystko wokół staje się rozmazaną plamą, z której może powstać wszystko. Blokuję dostęp lęku do siebie - świat nie jest zły. Tylko dziś bardziej trudno znieść mi deszcz. 


" Hey, window pane
Tell me, do you remember
How sweet it used to be"

sobota, 12 kwietnia 2014

Złość/Spokój/Miłość

Złość przepływa pod powierzchnią skóry, wibruje we włosach na przedramionach, w zagłębieniu łokcia pulsuje wraz z tętnem. Rozedrganie irytacji wszechobecne w oddechu - krótkim wdechu i syczącym wydechu. Kropla za kroplą przesącza się przez naczynia włosowate, drżąc w stopach i podbijając każdy krok mocniejszym uderzeniem pięty o chodnik. Pod paznokciami tkwi, znacząc swój ślad ponadrywanymi skórkami, nierówno przyciętymi paznokciami, czerwienią krwistych zadarć naskórka. 

Wącham biblioteczną książkę i jej zapach uspokaja mnie. Oddycham głębiej, wspomnienie ciśnie się do głowy, nas zanurzony pomiędzy kartkami chłonie przeszłość - wielu rąk czytających te strony, wielu domów, w których leżała, perfum, smażonych kotletów, plecaków z okruszkami kanapek, kieszeni wilgotnych płaszczy, zwierząt, których fragmenty sierści skryły się między literami. Zapach nieżyjącej już ciotecznej babki, która przynosiła książki z biblioteki, pachnące tak samo jak ta, jak wszystkie książki z biblioteki, ze zmiękczonymi brzegami kartek i żółcią w środku. 
Uspokajające zapachy kąpielowe przenikają się - kwaśna woń mydła, odświeżająca płynu do kąpieli, a wszystko to podsycane słodkim kwiatowym aromatem świeczki. Wciągam te zapachy głębokim wdechem, walczącym o więcej powietrza w płucach, i próbuję poczuć je wszystkie, jak smak na języku. Oddzielam je od siebie i nadaję im kształt w swojej głowie. 

Idę przez dworzec odganiając wspomnienia niedawne, wciąż świeże, podróży, które odbyłam, podróży, których nie odbyłam, na które czekałam, za którymi tęskniłam. Kwaśna woń podziemnych peronów, ciężki zapach podkładów kolejowych, kawa z pobliskiej kawiarni i mocz, sekretnie spływający tam, gdzie światłą dworcowych lamp gasną. 

Jadę w podróż, niedaleką, blisko tuż, w podróż po równowagę. Chociaż na chwilę, chociaż przez kilka godzin poczuć, że są rzeczy, które są, mimo zmian, upływu czasu, mimo niepewności jutra i zawirowań przeszłości, są. 


"Only hope can keep me together
Love can mend your heart
But love can break your heart"

czwartek, 10 kwietnia 2014

Strumień świadomości.

Splątane emocje, torba pełna żalu, złości i smutku. Ból odczuwany każdą komórką ciała. Ciało - moje, ale uczę się go od nowa, uczę się patrzeć na nie swoimi oczami i trzecim okiem, które należało do niego. 
Splątana, spleciona, zakręcona, zaplątana. 
Kolce róży ranią delikatne opuszki. 
Tak wciąż kręcę się w kółko i nie mogę znaleźć kierunku. I tak znów sama z tym wszystkim. A ja tylko chcę, żeby mi znów było dobrze. 
Połamane paznokcie, pozadzierane skórki, nerwowe dłonie pajęczymi odnóżami niespokojnie próbują odpocząć, podpierając raz policzek, inną razą brodę by za chwilę dotknąć ust i motylim skokiem spleść się jedna z drugą i pozwolić paznokciom bezwiednie szczypać samą siebie, oddzierając mnie samą po kawałeczku. 
Z całych sił się trzymam, żeby się nie rozpaść. 
Tak bardzo nie wiem, od czego zacząć. Gdzie jest początek tej robótki, na wpół sprutej już, z zaplątanymi nićmi uciekającymi pod stół, niewidocznie chowającymi się w koszu z resztą motków. 
Brak mi schronienia w Downton Abbey. Nie mam dokąd uciec i stają twarzą w twarz z rzeczywistością. Rozkwitająca wiosna atakuje niewidzialnymi wojownikami, odbierającymi te odrobiny radości z dobrej pogody. 
Słowa rozsadzają mnie od środka, wypływają strumieniami jak woda z rzygaczy na średniowiecznych katedrach; a ja nadal nie wiem, jak je ułożyć, żeby wszystko było na swoim miejscu. 
Jak obita po mordzie (obitym można być tylko po mordzie, nigdy po twarzy, twarz do tego nie pasuje nic a nic), padam na twarz (zgrabniej to brzmi, a zresztą,skoro obita morda, to niech chociaż mogę wyjść z tego z twarzą).
Nienawidzę wszystkiego i wszystko mnie irytuje. Złością podszyta, cała rozedrgana chodzę z przymrużonymi oczyma po świecie, póki nie zrobię nowych okularów. Stare oprawki w zgodzie z obecną moją rzeczywistością, powykręcane i obluzowane, w niczym nie pomagają.
Szukam na półkach mądrych książek i staram się słuchać ludzi, ale każdy mówi o sobie i na dłuższą metę niewielu gotowych jest słuchać. Odpycham ich od siebie ścianą płaczu i poczuciem braku zrozumienia. Lub udaję, uśmiechem przykrywam zaczerwienione oczy, zwalając na wiosnę opłakany stan spojówek. 
Znów zatrzymuję się i niepewnie rozglądam wkoło. 
Przykładam pięści do skroni, próbując wydobyć z resztek, niezatopionych łzami, odrobinę myśli. Nie nadchodzą. Niech sen nadejdzie. 

 


środa, 9 kwietnia 2014

Dobranoc

Robię pierścionek z łez i słucham deszczu za oknem. 
Znikam wraz ze słońcem i rozpływam się w wieczornych chmurach. 
Z wysokości mojego okna żegnam dzień. 

Dobranoc Świecie. 
Któregoś dnia znów przestanę się ciebie bać. 
Którego dnia przyniesiesz mi ukojenie i będę mogła zostawić cały swój żal. 
Rozpłynie się on w ciepłym powietrzu. Zniknie. Wchłonie się i odrodzi w nowej formie. 

Dobranoc Świecie. 
Bądź jutro.
Ja będę. Jestem jedyną stałą rzeczą w swoim życiu. 
Pora znów oprzeć się na Sobie. 

Dobranoc Świecie. 
Bądź piękny jutro i przynieś więcej słońca, żebym mogła osuszyć łzy w południe. \

Dobranoc Świecie.
Bądź dobry dla siebie i innych. 
Otul ich ciepłem i trzymaj mocno za rękę. 

Dobranoc.


Najpiękniejsze dobranoc na świecie.

***

Każda z nas ma swoje racje, racje każdej z nas pewnie są słuszne i dla każdej z nas najważniejsze. Nie chodzi o to, kto ma rację. Chodzi o to, że zrobiłaś mi krzywdę, nad którą nie potrafię przejść jednym, wielkim krokiem. Nie potrafię zrobić susa i zostawić za sobą wszystko, co boli. 
Tak strasznie chciałam. Próbowałam. I nawet wydawało mi się, że już to mam, że już za mną wszystko, że udało się. Ale to poczucie krzywdy, ale złość, świadomość życia złudnymi marzeniami, nieuczciwość sytuacji, lęk przed ponownym kłamstwem zbyt mocno przesączały się między moje myśli. Drapały od środka, skrobały cichutko, ale natarczywie. 

Poraniłam się swoimi potłuczonymi marzeniami. Nie można ich już posklejać. Jedynie mogę zacząć kolekcjonować je od nowa. 

Zawsze będziesz w moim życiu. Nie wyrzucę Piotra, bo go kochałam, a skoro on będzie istniał, to zaraz za nim będziesz i Ty. 

I wiem, co popchnęło Cię do tego, co zrobiłaś. Rozumiem tę motywację poniekąd. Ale nie rozumiem tego, że kochając mnie, pozwoliłaś samej sobie mnie ranić, brnąć nadal w tę nieprawdziwą opowieść. Tego, że nie skończyłaś nie potrafię zrozumieć. 
Ale - każda z nas ma swoje racje. Każda z nas ma swoje powody. Dla każdej z nas to, co nasze, jest najważniejsze. 

I nie przeczę temu, że otrzymałam sto dobrych rzeczy. Nie twierdzę, że tylko dawałam. Ale ostatecznie dla mnie, bilans, póki co,  jest ujemny. A ze stratą zawsze trudno się pogodzić. 

Szkoda, że to wszystko nie tak wyszło.


"Gdybym spotkał ciebie znowu pierwszy raz, ale w innym sadzie, w innym lesie"...

wtorek, 8 kwietnia 2014

LOVE STORY

Opowieść wydarzyła się całkiem niedawno.

Ona. Wciąż młoda, delikatna, wrażliwa, świeżo pozlepiana po zawieruchach ostatnich lat, poznaje Jego.
On. Młodszy, przystojny, śliczny, ładny, inteligentny, czuły, wrażliwy, empatyczny, dowcipny, całkiem absolutnie akuratny.
Szczęście w nieszczęściu, On jest chory. Może być, że śmiertelnie, choć ona nie dopuszcza do siebie tej myśli zbyt często. Chce być z nim mimo wszystko, licząc na nagrodę w postaci happily ever after.
Była z Nim codziennie, zmęczona, wypoczęta, smutna, wesoła, zajęta, rozleniwiona. Cienka nić łącząca ich na początku, stawała się coraz mocniejszą liną, liną splecioną z codziennych różności - rozmów, zdjęć, muzyki, milczenia, przyjaźni, miłości. Czekała, kiedy omdlewał, kiedy otrzymywał następną dawkę wyniszczających leków, kiedy Go bolało i kiedy dochodził do siebie. Cierpliwie czekała poprzez kolejne operacje, zabiegi, zmiany ośrodków leczenia. Z wyrozumiałością znosiła nie swój ból, który stawał się jej, z wyrozumiałością znosiła oczekiwanie i dawała przestrzeń na dojście do dobrych dla Nich wniosków, na dojście do zdrowia.
Przejmowała się swoimi i nie swoimi katarami, zaziębieniami, zatkanymi nosami, bolącymi stawami, posiniaczonymi dłońmi, utratą wagi, zmianą diety.
Przyjmowała kolejne dawki rozczarowania i cierpienia, swojego i nie swojego.
Z wrodzoną sobie delikatnością i potrzebą dawania komuś tego, co sama by chciała otrzymywać nie ciśnieniowała, nie nalegała, nie naciskała, ale tłumaczyła, prosiła, rozmawiała i liczyła na zdrowy rozsądek.
W swoich intuicyjnych kalkulacjach nie wzięła pod uwagę, że to wszystko może być kłamstwem. Nie wzięła pod uwagę, że ktoś mógł ją wykorzystać. Wykorzystać jej dobroć, cierpliwość, empatię, szacunek, ciekawość drugiego człowieka, gotowość pomocy, umiejętność opieki. Nie wyobraziła sobie, że może paść ofiarą cudzych potrzeb. Nie przewidziała, że ktoś może nabrać ją, wplątać w oszustwo, które bazowało na czerpaniu z Jej emocji. Na oszustwo, które w trakcie jego trwania, przysparzało cierpień, bólu, strachu, niepewności i rozczarowań. A które miały szansę nie zaistnieć w Jej życiu w takim nagromadzeniu.
Skończyło się na wielkim bólu i pogrzebaniu marzeń. Na roztrzaskanych nadziejach i zagubieniu.

Nadal nie pojmuje, jak można komuś zadać taki ból. Jak można mimo wszystko, przekroczyć granicę.
Wciąż jeszcze czuje ból, tym większy, że prawdziwie i szczerze zarówno kochała jak i doświadczała wszelkich trudnych i nieprzyjemnych emocji.
Płaci za to teraz powrotem na terapię i układaniem siebie na nowo.

Bo trochę jak żyć po takim kłamstwie?

To jak trzęsienie ziemi. Spod gruzów trzeba wydobyć to, co ocalało i odbudować dom od nowa, albo zamieszkać w nowym miejscu. 



poniedziałek, 31 marca 2014

Podróż




Pakuję walizkę, zbieram drobiazgi z półek, zdjęcie zdejmuję z tablicy, krem z półki w łazience. Chowam do kieszeni ostatnie zapomniane notatki z biurka. Sprawdzam, czy mam chusteczki przy sobie. 

Jadę w podróż. Nie wiem, na jak długo. Nie mam trasy ani kupionych biletów. Nie zarezerwowałam pokoju ani nie sprawdziłam pogody. 

To jest samotna podróż. Może być niebezpieczna. Na pewno nie będzie łatwa. Wiele granic do przekroczenia, prawdopodobnych konfliktów w nieznanych krajach, nowe kultury do poznania. 

Pewnie przywiozę jakieś pamiątki. Będę wysyłać pocztówki. Odwiedzę jakieś uzdrowisko, pooddycham morskim powietrzem, zrobię zdjęcia, przeczytam nowe książki. Poczekam aż zaleczą się rany, aż świat przestanie stawać na głowie, wirować, zmieniać kolory z godziny na godzinę. 

Ja i moja różowa walizka udajemy się w podróż. 2000 mil podmorskiej żeglugi. W 80 dni dookoła świata. 2 lata wakacji. Przeminęło z wiatrem. 2001: Odyseja kosmiczna. 

Obawiam się, że bezboleśnie nie da się tego przeprowadzić. 


tęsknię za nimi

The curtains closing
Your show is ending
But I’m not leaving,
Goodbyes aren’t easy
It gets so messy
I keep on standing,
Squares don’t fit into circles
But the missing puzzle pieces are what make’s
This picture whole
And I know
That everything it comes, it comes to an end
And every time we crumble, I’m still breathing
(I am, I am still breathing)
That every time it comes, it comes to an end
I’m not the one, who, falls apart
It’s in the timing
It’s in what you bring
It leave’s a memory
Oh None the wiser
To Jump in the fire
No wounds, just scars, never bleeding
Squares don’t fit into circles
But the missing puzzle pieces are what make’s
This picture whole
And I know
That everything it comes, it comes to an end
And every time we crumble, I’m still breathing
(I am, I am still breathing)
That every time it comes, it comes to an end
I’m not the one, who, falls apart
That everything it comes, it comes to an end
And every time we crumble, I’m still breathing
That every time it comes, it comes to an end
I’m not the one, who, Oh and I know
That everything it comes, it comes to an end
And every time we crumble, I’m still breathing
(Breathing, breathing, breathing)
That every time it comes, it comes to an end
I’m not the one, who, falls apart

niedziela, 30 marca 2014

niedzielnie


"W smutek opakowana stoję w ciszy po kolana"

Tak bardzo mocno Go kochałam. Tak strasznie ważny był i tak wiele byłam gotowa dla niego zrobić.

Nie umiem precyzyjnie zamknąć w słowach tego wszystkiego, co się stało. Próbuję nadać temu formę, ale na razie nie potrafię. Jednak nie potrafię. To wszystko jest nie tak. Czuję, że rzeczy nie układają się tak, jak powinny. Coś wciąż uwiera, gniecie, boli, sączy się, przemyka, trzyma, ściska, drapie od środka, obciera.

Chciałabym wejść w wiosnę, otulić się słońcem, zapachem, wilgotną ziemią, mchem. 


sobota, 29 marca 2014

nie-skład-nie

Skroić słowa na potrzebę odczuć. Ogarnąć, objąć ramionami wszystko, co wokół krąży, jak w kalejdoskopie, zmienia kształt, kolor, miejsce. Zobaczyć, dostrzec, zauważyć, przejrzeć. 

Siła uderzenia przewróciła mnie. Świadomość, co się wydarzyło. Świadomość, co się działo. Kłamstwo, oszustwo, nieprawda. To jednak nadal bardzo boli. 

Dziś jem wszystko przesolone. Łzy kapią na pierogi, dosalają owsiankę. Nawet galaretka dziś ma inny smak. 

Chaotycznie, nieskładnie, nieporadnie, w zamieszaniu, przeskakując z myśli na myśl, ze wspomnienia na wspomnienie, mierzę się z przeszłością, zła, że znów trzeba mi to zrobić, zła, że Twoje działania są przyczyną mojego chaosu.  

"I think it's time we give it up
And figure out what's stopping us
From breathing easy, and talking straight."


piątek, 28 marca 2014

***

Kiedy myślałam, że idę w dobrą stronę, upadłam. 
Kiedy zaczęłam się podnosić, zobaczyłam, że jestem znów w punkcie wyjścia. 

Jestem zmęczona. Jestem obolała. 
Jestem jednym wielkim smutkiem, z zapuchniętymi od płaczu oczami, lejącymi się strumieniami łzami, przepełniona uczuciami, bez mapy i kompasu. 

Nie jestem nic a nic mądrzejsza. Nadal nie wiem. Nadal mam wątpliwości, nadal kłębi się we mnie ogrom emocji, które kopią mnie od środka, rozdrapują blizny i łamią nadgarstki. 
Zwinięta  w kłębek leżę na dywanie i bezgłośnie modlę się do samej siebie o więcej siły. I żeby nie stracić zaufania do świata. 

"I really dont know love at all"


środa, 26 marca 2014

Dziennik pokładowy. Środa.





"To czasem trwa. To może nawet bardzo długo trwać, zanim się wszystko ułoży."
Tove Jansson, Tatuś Muminka i Morze. 








poniedziałek, 24 marca 2014

poniedziałkowe płakanie

Mam obolałe od płaczu gardło, wciąż ściśnięte mocno; noszę je obwiązane szalikiem, chroniąc przed światem. 
W pracy opatulam się mocniej, skrywając czerwony nos i smutne oczy w fałdach okalającej mnie wełny. 
Wymienionych kilka zdań niedaleko xero, kieruje myśli nowym prądem. 

Presja wiecznego, nieustającego szczęścia, wszechobecnego i niekończącego się. Wygładzone życie podawane innym w ładnych ramach opowieści. Wszyscy wszystko wiedzą, znają, czują, są poukładani jak trzeba i jako jedyni mają rację. Nie wolno się potykać, wahać, nie wolno nie wiedzieć, nie umieć, nie znać, nie iść z prądem. Kiedy robisz coś nie tak, patrzą na Ciebie z nieskrywanym niesmakiem i oburzeniem. Natychmiast zasypują cię dobrymi radami, jedynymi właściwymi. 
Okrutny jesteś Świecie, każąc mi dążyć do nieokreślonych ideałów, pośród niezrozumienia, wzdychania i wzruszania ramionami. 

Chcę znaleźć swoje ścieżki, na których nie będę się potykać, zarośnięte, ile trzeba i skrywające mnie przed niebezpieczeństwem. 

Póki co, wraz z robakiem wgryzającym się w mój mózg, wczołguję się pod koc i kryję przed ciemnością w moim ciepłym pokoju.  


niedziela, 23 marca 2014

Smutek i Zagubienie

Staję twarzą w twarz ze sobą samą. Patrzę w swoje smutne, mokre oczy, biorę się za rękę i z całej siły obejmuję samą sobie mocno ramionami. Zamykam drzwi od domu, wyłączam telefon, zasłaniam zasłonę, zapalam światełko i drobnymi łykami pijąc herbatę, połykam łzy. 

Nie wiem, co jest prawdą. Nie wiem, w co wierzę. Nie wiem, czego chcę. Nie wiem, czy idę we właściwą stronę. Nie wiem, czy sobie ufam. Nie wiem, ile jest jeszcze pytań. Nie wiem, jakie są odpowiedzi. 

Pomiędzy myśleniem a czuciem, pomiędzy sprzecznościami, pomiędzy wiem a nie wiem, pomiędzy tak a nie, pomiędzy wiem a chcę. 

Jest mi dziś bardzo smutno, czuję się dziś bardzo zagubiona, zalękniona i zmęczona. 

Nie radzę sobie jednak z tym wszystkim, co się stało. 

***

Naga staję przed sobą samą i patrzę, co jest moje a co na siebie włożyłam, co pożyczyłam, co dostałam, czego nie mogłam odmówić, czego potrzebuję a czego nie chcę. 

***

Dziś boli mnie głowa, dziś wypłakuję morze łez, dziś jestem Smutkiem i Zagubieniem. 

czwartek, 20 marca 2014

Takie czwartkowe niechcenie

Majtkowy kolor domów, zawiane ulice, zaskakująco wiosennie i sennie. Dzień taki nijaki, rozmyty, przedrzemany, powolny, w koszuli w kratkę i sztruksowych spodniach. Trochę jadłam, trochę leżałam, czytałam, oglądałam. 

"Nie chce mi się dzisiaj nic
Nawet chcieć się nie chce dziś"

Słucham tego, co od Ciebie. 
Czytam to, co sama wybrałam.
Dziś po kawałku wszystko zaczynam i niczego nie kończę. 


środa, 19 marca 2014

Wzory

Śniłam dziś o tańcu w deszczu.
Z rana usłyszałam smutne wiadomości. 
Mam nadzieję na dobry dzień w pracy.
Czekam na popołudniowe spotkanie z G. 

Parzę herbatę w wygodnym dzbanku. 
Zjadam ciastko.
Układam sukienkę na łóżku. 
Zdejmuję szlafrok. 

Przeczesuję włosy palcami, 
otulam się ramionami,
opuszkami palców gładzę swoje policzki,
zamykam oczy. 

Wczorajszy wieczór spontanicznie spędzony z przyjaciółmi,
powolny, 
skupiony na drobnych przyjemnościach końca dnia. 

Ja i moje małe rutyny,
przeplatamy się jak wzór na koszuli w kratkę,
lubimy się wzajemnie i 
dobrze mi w tym kolorze. 

Jesteś częścią wzoru, 
pomiędzy innymi,
pośród smakowitości i smutków,
obok tego co było i co będzie. 


wtorek, 18 marca 2014

Z czasem

Tracę nastrój z comiesięcznym endometrium. Obolała i śpiąca jestem bardziej podatna na falę wspomnień. Męczące sny - istne pomieszanie z poplątaniem. 
Dziś zbliżam się do samotności, zaprzyjaźniam się z nią i owijam jej szalem, grzejąc w nim dłonie. Ograniczam bodźce zewnętrzne do minimum, chowam się trochę przed światem, patrzę na niego zza półprzymkniętych powiek, odpływam we własnych wspomnieniach, chowam nos w golf i pozwalam łzom spływać po policzkach. 

Wiem, że przepraszasz, że żałujesz, że Ci niezręcznie jest, że poczucie winy czasem zadrapie mocniej pazurem, zaczepi i zerwie naskórek. Wiem, że chcesz coś zrobić, cokolwiek, żeby było lepiej. Wiem, że nic nie da się zrobić, bo nie cofniemy czasu, nie oddasz mi wypłakanych łez, siły zużytej na walkę z lękiem, czasu straconego na czekanie, energii zużytkowanej na przezwyciężanie rozczarowań. 

Te spiętrzone na sobie, wielowarstwowe kłamstwa, które chciałabym zamknąć w jednym, nie rozdrabniać, nie rozkładać na części pierwsze. Uogólnić, ustosunkować się, pójść dalej. 
Powracające wspomnienia tego, co było, przykładane do tego, co wiem teraz. Rozmijająca się rzeczywistość, dno pod dnem, wielopoziomowość jednej rzeczywistości, bałagan myśli. 
Czasem wydaje mi się, że wypływam już na powierzchnię, że już łapię dobry kurs, że już wiem, że już za sobą zostawiłam. A potem pojawia się fala wspomnień, jedna mała myśl, zawieje skojarzeniem i znów zapadam się, powierzchnia zamyka się nade mną. 

Wciąż dochodzę do jednego wniosku - trzeba czasu. Z czasem przejdzie, przewali się, przepłacze, prześni, przeminie, przesunie, przezłości, przeżali, przesmuci.