Opowieść
wydarzyła się całkiem niedawno.
Ona. Wciąż
młoda, delikatna, wrażliwa, świeżo pozlepiana po zawieruchach ostatnich lat,
poznaje Jego.
On. Młodszy,
przystojny, śliczny, ładny, inteligentny, czuły, wrażliwy, empatyczny,
dowcipny, całkiem absolutnie akuratny.
Szczęście w
nieszczęściu, On jest chory. Może być, że śmiertelnie, choć ona nie dopuszcza
do siebie tej myśli zbyt często. Chce być z nim mimo wszystko, licząc na
nagrodę w postaci happily ever after.
Była z Nim codziennie, zmęczona, wypoczęta, smutna,
wesoła, zajęta, rozleniwiona. Cienka nić łącząca ich na początku, stawała się
coraz mocniejszą liną, liną splecioną z codziennych różności - rozmów, zdjęć,
muzyki, milczenia, przyjaźni, miłości. Czekała, kiedy omdlewał, kiedy otrzymywał
następną dawkę wyniszczających leków, kiedy Go bolało i kiedy dochodził do
siebie. Cierpliwie czekała poprzez kolejne operacje, zabiegi, zmiany ośrodków
leczenia. Z wyrozumiałością znosiła nie swój ból, który stawał się jej, z
wyrozumiałością znosiła oczekiwanie i dawała przestrzeń na dojście do dobrych
dla Nich wniosków, na dojście do zdrowia.
Przejmowała się swoimi i nie swoimi katarami,
zaziębieniami, zatkanymi nosami, bolącymi stawami, posiniaczonymi dłońmi,
utratą wagi, zmianą diety.
Przyjmowała kolejne dawki rozczarowania i cierpienia,
swojego i nie swojego.
Z wrodzoną sobie delikatnością i potrzebą dawania komuś
tego, co sama by chciała otrzymywać nie ciśnieniowała, nie nalegała, nie
naciskała, ale tłumaczyła, prosiła, rozmawiała i liczyła na zdrowy rozsądek.
W swoich intuicyjnych kalkulacjach nie wzięła pod uwagę,
że to wszystko może być kłamstwem. Nie wzięła pod uwagę, że ktoś mógł ją
wykorzystać. Wykorzystać jej dobroć, cierpliwość, empatię, szacunek, ciekawość
drugiego człowieka, gotowość pomocy, umiejętność opieki. Nie wyobraziła sobie,
że może paść ofiarą cudzych potrzeb. Nie przewidziała, że ktoś może nabrać ją,
wplątać w oszustwo, które bazowało na czerpaniu z Jej emocji. Na oszustwo,
które w trakcie jego trwania, przysparzało cierpień, bólu, strachu, niepewności
i rozczarowań. A które miały szansę nie zaistnieć w Jej życiu w takim
nagromadzeniu.
Skończyło się na wielkim bólu i pogrzebaniu marzeń. Na
roztrzaskanych nadziejach i zagubieniu.
Nadal nie pojmuje, jak można komuś zadać taki ból. Jak
można mimo wszystko, przekroczyć granicę.
Wciąż jeszcze czuje ból, tym większy, że prawdziwie i
szczerze zarówno kochała jak i doświadczała wszelkich trudnych i nieprzyjemnych
emocji.
Płaci za to teraz powrotem na terapię i układaniem siebie
na nowo.
Bo trochę jak żyć po takim kłamstwie?
To jak trzęsienie ziemi. Spod gruzów trzeba wydobyć to, co ocalało i
odbudować dom od nowa, albo zamieszkać w nowym miejscu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz