Każda z nas ma swoje racje, racje każdej z nas pewnie są słuszne i dla każdej z nas najważniejsze. Nie chodzi o to, kto ma rację. Chodzi o to, że zrobiłaś mi krzywdę, nad którą nie potrafię przejść jednym, wielkim krokiem. Nie potrafię zrobić susa i zostawić za sobą wszystko, co boli.
Tak strasznie chciałam. Próbowałam. I nawet wydawało mi się, że już to mam, że już za mną wszystko, że udało się. Ale to poczucie krzywdy, ale złość, świadomość życia złudnymi marzeniami, nieuczciwość sytuacji, lęk przed ponownym kłamstwem zbyt mocno przesączały się między moje myśli. Drapały od środka, skrobały cichutko, ale natarczywie.
Poraniłam się swoimi potłuczonymi marzeniami. Nie można ich już posklejać. Jedynie mogę zacząć kolekcjonować je od nowa.
Zawsze będziesz w moim życiu. Nie wyrzucę Piotra, bo go kochałam, a skoro on będzie istniał, to zaraz za nim będziesz i Ty.
I wiem, co popchnęło Cię do tego, co zrobiłaś. Rozumiem tę motywację poniekąd. Ale nie rozumiem tego, że kochając mnie, pozwoliłaś samej sobie mnie ranić, brnąć nadal w tę nieprawdziwą opowieść. Tego, że nie skończyłaś nie potrafię zrozumieć.
Ale - każda z nas ma swoje racje. Każda z nas ma swoje powody. Dla każdej z nas to, co nasze, jest najważniejsze.
I nie przeczę temu, że otrzymałam sto dobrych rzeczy. Nie twierdzę, że tylko dawałam. Ale ostatecznie dla mnie, bilans, póki co, jest ujemny. A ze stratą zawsze trudno się pogodzić.
Szkoda, że to wszystko nie tak wyszło.
"Gdybym spotkał ciebie znowu pierwszy raz, ale w innym sadzie, w innym lesie"...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz