Świat wydaje się pachnieć i wyglądać inaczej na święta. Okna lśnią jakoś bardziej, odbijają światło czystości i wypolerowania, bozia powinna być zadowolona, że będzie mogła zaglądać do domów wiernych, nie wypatrując ich pomiędzy plamami, smugami i oddeszczowym kurzem.
Pachnie też inaczej - słodko, cukrem, miodem, mąką, pieczonym ciastem i innymi domowymi sposobami na nakarmienie bozi.
Wiosna też jakaś bardziej strojna się wydaje.
A ja pamiętam dwie ostatnie wielkanoce. Obie smutne, z rozczarowaniem w tle, chowające się w ramionach tego, który nie istniał. Wierzyłam w Niego trochę tak, jak inni wierzą w bozię. Rozmowy na odległość, pisanie, dzielenie się sobą z kimś w mojej głowie - jak boskie cuda.
Upadek boga z wysokości dla każdej ze stron jest bolesny - i dla boga i dla wierzącego.
Nie chcę wierzyć w boga. Chcę wierzyć w ludzi. Żyjących, namacalnych i na wyciągnięcie ręki.
Pakuję rzeczy do różowej walizki. Pomiędzy ciepłym swetrem i pidżamą wkładam łzy. Ostatnio często z nich korzystam. Może tą razą uda się nie.
It's been a long cold lonely winter
(...)
It's seems like years since it's been there"
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz