Nie wiem sama, kiedy ta wiosna przyszła. Nagle wszystko się zieleni, się kwitnie, się rozwija, płoży, rośnie, wychyla, wygląda.
Nie wiem sama, kiedy stanę pewnie na dwóch nogach. Wciąż chwiejnie chodzę, wciąż niestabilnie, wciąż chybocząc się, stawiam kroki, próbuję podbiec i gdy już wydaje mi się, że dam radę, że mogę się rozpędzić, potykam się. Opieram się dłonią o ścianę, o przyjaciół, o drugą dłoń.
Przystaję, patrzę w niebo, chmury jak malowane, kłębią się, rozsnuwają powoli, w słońcu lśnią. Uśmiecham się do chmur. I opuszczam wzrok i patrzę znów pod nogi, delikatnie stawiając następny krok. Idę znów przed siebie. Powoli. Krok po kroku. Nie będę na razie biec. Chodź coś ciągnie i gna, chcę iść, w równym tempie, bez pośpiechu, bez gonitwy.
"Jestem panią samej siebie, ale nie zawsze panuję nad sobą."
Jeanette Winterson, Wolność na jedną noc.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz