środa, 23 kwietnia 2014

ręce opadają, żołądek się buntuje

Przywiozłam w różowej walizce więcej smutku i rozczarowania. 
Ciało dziś mnie zawodzi. Prowadzi przez mlecze, z zawrotem głowy, opuchnięciem od środka i rozregulowanym żołądkiem, czego nawet nie mogę zwalić na nadmiar jedzenia czy jakoś szczególnie ciężką dietę.
Rozpulchnione chmury napęczniałe deszczem od czasu do czasu przemywają chodniki. 
Rezygnuję z planów popołudniowych na rzecz wieczoru w domu, dla dobra układu trawiennego i własnego spokoju. 
Radio w kuchni, odkurzone, przywleczone ze składzika, gra niegłośno. Kolejna książka skończona. 47. Dobry wynik, oby tak dalej. 
Dobrego humoru ze świecą szukać. Mimo dobrych lekcji, owocnej próby, smakowitej lektury czuję smutek rozczarowania światem, ludźmi, obecną tęsknotą za czymś nieuchwytnym, za czymś co przeminęło, co ledwie palcami dotknęłam, czego nie schwyciłam, bo wyślizgnęło się i gdzieś dalej poleciało. 
Te wszystkie, co moje, układam w sobie, przekładam, robię bałagan, wywracam do góry nogami, piorę, zmieniam szuflady, półki, pudełeczka i walizeczki. 
Bardziej dotyka teraz świat - czuję mocniej i więcej, a wrażliwość na to, co przykre i złe, jest większa we mnie i mniejszą mam przestrzeń tolerancji. 

Nie mogę wyleczyć obgryzionych skórek. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz