Palce pachnące curry, kojący głos w telefonie, ciepły, miękki koc otulający bose stopy, przedramiona pachnące pistacjami, rozedrganie wewnątrz, uspokajające się na noc. Jak kręgi na wodzie rozchodzące się powoli ku brzegowi, dobijam na stały ląd. Przemoczona łzami leżę na legowisku, susząc policzki i włosy. Dwa kamienie w dłoni, czuję ich gładką powierzchnię, rozgrzaną od uścisku, mocno zaciskam na nich palce, pachnące curry mimo kąpieli.
Rozpadam się i sklejam od nowa, rozpadam się i przetasowuję, rozpadam się i tworzę wciąż nowe kształty jak w kalejdoskopie. Rozpadam się po raz kolejny i próbuję złożyć w całość.
"and now it's time to leave and turn to dust"
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz