Mam obolałe od płaczu gardło, wciąż ściśnięte mocno; noszę je obwiązane szalikiem, chroniąc przed światem.
W pracy opatulam się mocniej, skrywając czerwony nos i smutne oczy w fałdach okalającej mnie wełny.
Wymienionych kilka zdań niedaleko xero, kieruje myśli nowym prądem.
Presja wiecznego, nieustającego szczęścia, wszechobecnego i niekończącego się. Wygładzone życie podawane innym w ładnych ramach opowieści. Wszyscy wszystko wiedzą, znają, czują, są poukładani jak trzeba i jako jedyni mają rację. Nie wolno się potykać, wahać, nie wolno nie wiedzieć, nie umieć, nie znać, nie iść z prądem. Kiedy robisz coś nie tak, patrzą na Ciebie z nieskrywanym niesmakiem i oburzeniem. Natychmiast zasypują cię dobrymi radami, jedynymi właściwymi.
Okrutny jesteś Świecie, każąc mi dążyć do nieokreślonych ideałów, pośród niezrozumienia, wzdychania i wzruszania ramionami.
Chcę znaleźć swoje ścieżki, na których nie będę się potykać, zarośnięte, ile trzeba i skrywające mnie przed niebezpieczeństwem.
Póki co, wraz z robakiem wgryzającym się w mój mózg, wczołguję się pod koc i kryję przed ciemnością w moim ciepłym pokoju.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz