Wiatr wieje i znienacka uderza w szyby, nieustannie zaskakując swoją siłą. Drzwi balkonowe same się otwierają, szpary w oknach powodują przeciąg. Senność sobotnia nadciąga. W oczekiwaniu leżę pod kocem. Zamknięte oczy mrużę przed słońcem, które znika błyskawicznie.
Porządkuję talerze, moczę garnki i słucham wichury. Dom znów pusty i cichy, i tylko szumi wiatr i wciska się pod progiem i przez wywietrzniki. Nakarmiona towarzystwem odpoczywam w samotności, zabierając do niej Ciebie, swoje książki, pisanie, zdjęcia i zapach świeczek.
Pogryzam ciasta, piję herbatę najpyszniejszą na świecie, jakie mała kwiatki w niej pływają, jak zmoczone spódnice z tiulu; patrzę na chmury za oknem, postrzępione, wielkie cienie.
A tak mi się dziś rano nie chciało wstać. Tak sennie od świtu. Męczący wiatr wniósł niepokój w moje cztery ściany, nakrywałam głowę kołdrą, wciskałam nos w poduszkę.
Otulam się ciepłym światłem moich małych lampek i nikomu dziś niczego nie zazdroszczę.
Nie muszę jechać nad morze, żeby odpocząć.
"Our hands they seek the end of the afternoon"
Porządkuję talerze, moczę garnki i słucham wichury. Dom znów pusty i cichy, i tylko szumi wiatr i wciska się pod progiem i przez wywietrzniki. Nakarmiona towarzystwem odpoczywam w samotności, zabierając do niej Ciebie, swoje książki, pisanie, zdjęcia i zapach świeczek.
Pogryzam ciasta, piję herbatę najpyszniejszą na świecie, jakie mała kwiatki w niej pływają, jak zmoczone spódnice z tiulu; patrzę na chmury za oknem, postrzępione, wielkie cienie.
A tak mi się dziś rano nie chciało wstać. Tak sennie od świtu. Męczący wiatr wniósł niepokój w moje cztery ściany, nakrywałam głowę kołdrą, wciskałam nos w poduszkę.
Otulam się ciepłym światłem moich małych lampek i nikomu dziś niczego nie zazdroszczę.
Nie muszę jechać nad morze, żeby odpocząć.
"Our hands they seek the end of the afternoon"

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz