sobota, 15 marca 2014

Wiatr wieje i znienacka uderza w szyby, nieustannie zaskakując swoją siłą. Drzwi balkonowe same się otwierają, szpary w oknach powodują przeciąg. Senność sobotnia nadciąga. W oczekiwaniu leżę pod kocem. Zamknięte oczy mrużę przed słońcem, które znika błyskawicznie. 

Porządkuję talerze, moczę garnki i słucham wichury. Dom znów pusty i cichy, i tylko szumi wiatr i wciska się pod progiem i przez wywietrzniki. Nakarmiona towarzystwem odpoczywam w samotności, zabierając do niej Ciebie, swoje książki, pisanie, zdjęcia i zapach świeczek. 
Pogryzam ciasta, piję herbatę najpyszniejszą na świecie, jakie mała kwiatki w niej pływają, jak zmoczone spódnice z tiulu; patrzę na chmury za oknem, postrzępione, wielkie cienie. 

A tak mi się dziś rano nie chciało wstać. Tak sennie od świtu. Męczący wiatr wniósł niepokój w moje cztery ściany, nakrywałam głowę kołdrą, wciskałam nos w poduszkę. 
Otulam się ciepłym światłem moich małych lampek i nikomu dziś niczego nie zazdroszczę. 

Nie muszę jechać nad morze, żeby odpocząć. 



"Our hands they seek the end of the afternoon"




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz