sobota, 8 marca 2014

Myśli zaległe

Sobotni, leniwy poranek. Obejrzałam odcinek serialu, przeczytałam około dwudziestu stron, zjadłam śniadanie, powylegiwałam się. 
Rozkopana pościel, odsłonięte żaluzje, przysłonięta zasłona, starty kurz, płomień lawendowej świeczki. 
Kręcę się po domu, podjadam ciasto drożdżowe, popijam gorącą wodą, zmywam naczynia, szykuję prysznic. 
Spokojny poranek, zapowiadający spokojny dzień. Pojadę wybrać prezenty dla przyjaciół, zdejmę pranie, zjem pyszny obiad, obejrzę kolejny odcinek "Sherlocka", przeczytam książkę. 

W głowie gdzieś siedzą myśli sprzed dwóch dni. Są sobie tam ale uspokojone bardziej, nazwane, określone. 
Wiem, że nie chcę tak, jak ona, ciągnąć tego ze sobą, nosić tego w sobie - tego żalu, strachu i rozczarowania. 
Nie chcę zamienić się w nią - zawstydzoną, że dała się oszukać, nie mogącą poradzić sobie z porażką. 
Nie chcę siebie obwiniać, nie chcę Ciebie obwiniać, nikogo nie chcę winić. 
Chcę już tylko nie być smutna i nie bać się. 
Ze złością, o dziwo, jakoś sobie poradzę - spacyfikuję ją dowcipem. Smutek i strach są trudniejsze do pozbycia się - jak plamy po soku z jagód na białym podkoszulku, gdy jedząc pierogi sok pocieknie po brodzie i skapnie na bluzkę, niezauważony wczepi się we włókna i potem niczym nie da się wywabić ze swojej kryjówki, wczepiony mocno jagodowymi palcami. 

Wciąż niektóre miejsca są obolałe jeszcze. Siniaków nie widać, ale jak zmienia się pogoda to strzyka tu i ówdzie. 

*** 

kobieco najlepszego dziś

***




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz