Nieśpieszny poranek, pomiędzy tostami, ciepłą kołdrą, nową muzyką, prysznicem, praniem, układanymi włosami, wybieraniem ubrań do włożenia. Nieśpieszny poranek między mgłą a wilgocią, szarością za oknem, ciepłem w domu a dźwiękami pralki.
Ubieram, układam, czeszę, nakładam, smaruję, słucham, piszę, działam.
Wyglądam przez okno - powykręcani wiekiem i chorobą sąsiedzi, plotkujący przy przejściu na drugą stronę ulicy, mewy znad jeziorka, rozrzucone odpady przy śmietniku, samochód hamujący przed przeszkodą, pani w futrze z wypchaną zakupami torbą, młody człowiek w turkusowym bezrękawniku, pani z czerwoną siatką, światła samochodów, pan na rowerze. Małe figurki widziane z wysokości szóstego piętra, przemieszczające się pomiędzy osiedlowymi blokami. Nisko zawieszone dziś niebo, mglistość, ponurość i senność.
Wkładam ciepłe buty i wychodzę w szarość marcowej soboty.
Nieśpieszne zakupy pomiędzy zabieganymi ludźmi, rodzinami z dziećmi, staruszkami, parami, w których on czeka na nią i przerzucają się winą, kto na kogo dłużej kiedy czekał i dlaczego. Nieśpiesznie wybieram po co przyszłam. Robię sobie samej niewielki prezent w ramach podarków moich dla mnie. Z przyjemnością i bez pośpiechu wybieram kolor, zastanawiam się, patrzę i porównuję. Pakuję do torby i uśmiecham się.
Odebrany telefon po drodze, rozmowa o zmęczeniu, wstrzymaniu zmian, które i tak są nie do powstrzymania, nawet jeśli zostaną odłożone w czasie.
Lawendowa świeczka nieśpiesznie pali się w świeczniku, gołąbki nieśpiesznie odgrzewają się w garnku, powoli sunie sobotni czas.
Dziś się nie śpieszę, rozkładam czynności w czasie, rozciągam godziny, rozwieszam pomiędzy legowiskiem a kuchnią, łazienką a ulicą.
Jedną ręką obejmuję się za szyję a drugą głaszczę się po włosach. Przed powrotem do tradycyjnej rzeczywistości ze smakiem kosztuję wolny dzień.
Nieśpieszne zakupy pomiędzy zabieganymi ludźmi, rodzinami z dziećmi, staruszkami, parami, w których on czeka na nią i przerzucają się winą, kto na kogo dłużej kiedy czekał i dlaczego. Nieśpiesznie wybieram po co przyszłam. Robię sobie samej niewielki prezent w ramach podarków moich dla mnie. Z przyjemnością i bez pośpiechu wybieram kolor, zastanawiam się, patrzę i porównuję. Pakuję do torby i uśmiecham się.
Odebrany telefon po drodze, rozmowa o zmęczeniu, wstrzymaniu zmian, które i tak są nie do powstrzymania, nawet jeśli zostaną odłożone w czasie.
Lawendowa świeczka nieśpiesznie pali się w świeczniku, gołąbki nieśpiesznie odgrzewają się w garnku, powoli sunie sobotni czas.
Dziś się nie śpieszę, rozkładam czynności w czasie, rozciągam godziny, rozwieszam pomiędzy legowiskiem a kuchnią, łazienką a ulicą.
Jedną ręką obejmuję się za szyję a drugą głaszczę się po włosach. Przed powrotem do tradycyjnej rzeczywistości ze smakiem kosztuję wolny dzień.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz