Obieram siebie, jak cebulę, z kolejnych warstw, rozlewając łzy na około. Kapią na dłonie, spływają po palcach, wprost na łupiny mojej przeszłości.
Skrupulatnie, jak pod mikroskopem, oglądam je i precyzyjnie zapisując wynik, załamuję ręce nad kolejną porażką badawczą.
Tylko śpiąc nie można schrzanić niczego.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz