środa, 12 lutego 2014

Deszczowo

Zapadane ulice, zmoczone, wilgotne, z pułapkami kałuż, niewidocznymi w słabym świetle latarni i gasnącego dnia. Wracam do domu trochę zmarznięta, z zasmarkanym nosem i chłodem w butach. Nalewam wody do wanny, robię pianę, zanurzam się cała, czekając, aż rozgrzeją się palce u stóp. Wkładam ciepłe ubranie i idę robić kolację. Nic wykwintnego. Siadam przed komputerem. Jem, patrząc w ekran, nie czując smaku kanapek. 
Stawiam ostrożnie każdy krok, cyzeluję każdą czynność, nie śpieszę się, nie planuję, powoli rozkładam czas przed sobą. 

Dziś mi smutno. Jakby żal czegoś, jak tęsknota, która uwiera, która kładzie się cieniem na kolanach. Dziś podważam swoje kompetencje pracowe, dziś złoszczę się, że się złoszczę, dziś nie wierzę, że coś potrafię, dziś mi źle trochę jest, dziś nie mogę złapać za ogon "dlaczego?" i "skąd?", dziś wieczornie deszczowo się mam. 

Dziś chciałam się móc przytulić, wtulić, skryć w ramionach i nos pod koc schować. Dziś brak mi jeszcze jednej pary rąk do obejmowania. I nawet lakier na paznokciach wydaje się smutniejszy. 

Dziś chcę podanej herbaty, poprawionego koca na plecach i ciastka owsianego. 




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz