Wracam znów do niekonkretnych marzeń, do bliżej nieokreślonej przyszłości, życzeniowej, nieosadzonej w rzeczywistości, będącej nieznanym wyobrażeniem. Znów nie będę wierzyć w spełnienie moich marzeń, a tylko snuć je sobie dla przyjemności własnej i mojego mózgu.
Marzenie, które masz nadzieję i podstawę, że się spełni a potem się nie spełnia, jest wielkim rozczarowanie. Bezpieczniej marzyć, wiedząc, że coś o czym marzę, jest bardziej niemożliwe do spełnienia niż możliwe. Bo jeśli się nie spełni ( w co przecież wierzę od początku) to nie ma żalu i tęsknoty. A jeśli się spełni tym większe jest zaskoczenie i przyjemność.
Marzenie, które masz i wydaje Ci się, że jest na wyciągnięcie ręki a gdy potem wyciągasz rękę i tego marzenia nie ma i nawet nie tylko, że ucieka, ale po prostu pęka, znika, zostawia po sobie pustkę; takie marzenie powoduje nie tylko rozczarowanie, ale też wywołuje tęsknotę, bo znika coś, do widoku czegoś co dzień się przyzwyczaiłam, co towarzyszyło mi przez jakiś czas, a okazało się tylko złudnym, nieistniejącym w rzeczywistości obrazem, który nie miał prawa się spełnić.
Marzenie polega trochę na byciu nierzeczywistym. Ale jest też czymś, do czego chce się dążyć. Dobrze jest wiedzieć, czy jest szansa na spełnienie marzenia, czy nie, i dobrze wiedzieć to, od początku zaistnienia marzenia. Im bardziej realne ma kształty a okazuje się nierealnym bytem, tym gorzej dla marzącego - upadek w dół jest bardziej bolesny.
A może trzeba wrócić do prostszych marzeń - lodów z bakaliami w niedzielne popołudnie, spaceru po mieście z przyjacielem, wycieczki w przyjemne miejsce, nowej książki do kolekcji.
Znów zacznę kolekcjonować swoje marzenia, zacznę od małych, zmieszczą się w mojej szufladzie.
"Don't give up jest" dla mnie i dla Ciebie :)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz