poniedziałek, 3 lutego 2014

Może trochę dość.

Czekając dziś rano aż woda zagotuje się na herbatę, doszła do mnie jedna myśl,  że może trochę już wystarczy tego marudzenia, smucenia, tęsknienia załzawionego, tego rozdrapywania ran.

Oczywiście, że tęsknię, i gdy czytam stare mejle płaczę strasznie, bo czytam, jak to mnie nie zawiedzie, jak to mnie kocha, jak to będziemy robić wszystko razem i jak strasznie jestem ważna i jedyna i ukochana i super fajossska i myślę sobie, że to jest to, co właśnie od faceta swojego życia chciałam słyszeć i zastanawiam się, czy spotkam takiego naprawdę, który będzie mi mówił takie rzeczy, a ja będę w to wierzyła. 

Ale poza tym smutkiem chcę widzieć więcej. Nie chcę już budzić się ze łzami w oczach, nie chcę zaczynać dnia od patrzenia na telefon, czy mam wiadomość od Ciebie, bo wiem, że nie mam a patrzenie jest efektem dwuletniego przyzwyczajenia. 
Nie chcę już robić wszystkiego ciągnąc za sobą ogon smutku i niespełnionego marzenia, wlokąc pod rękę iluzję Jego - mojego idealnego, wymarzonego, mądrego i czułego mężczyzny, który jednak koniec końców okazał się tylko mirażem. 
Chcę znów traktować siebie, jako kogoś, kogo kocham najbardziej i cieszyć się z czasu, który ze sobą samą spędzam. 
Chcę pójść chociaż krok do przodu, bo od tych łez całkiem zamokły mi buty i stanie w kałuży własnego smutku jest jednak mało przyjemnym i rozrywkowym zajęciem. 
Chcę zapełnić przestrzeń wokół siebie nowymi doznaniami, wydarzeniami, książkami, filmami, ludźmi, jeściem. Chcę tych nowych rzeczy bez tego ciągłego odwracania się za siebie i patrzenia, czy On też ze mną jest.

Muszę Go puścić, pozwolić mu odejść, dać się utulić ostatni raz, na jego cześć wyprawić kolację i zeszmacić się przy jakimś okropnym filmie, powiedzieć, że kocham i będę kochać, bo był Najpiękniejszym Marzeniem o Miłości, jakiego sama sobie nie wymyśliłam nigdy.

Kochanie, dziś chcę płakać tylko ze wzruszenia a nie ze smutku.


Twój Karmelek

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz