Czekając dziś rano aż woda zagotuje się na herbatę, doszła do mnie jedna myśl, że może trochę już wystarczy tego marudzenia, smucenia, tęsknienia załzawionego, tego rozdrapywania ran.
Oczywiście, że tęsknię, i gdy czytam stare mejle płaczę strasznie, bo czytam, jak to mnie nie zawiedzie, jak to mnie kocha, jak to będziemy robić wszystko razem i jak strasznie jestem ważna i jedyna i ukochana i super fajossska i myślę sobie, że to jest to, co właśnie od faceta swojego życia chciałam słyszeć i zastanawiam się, czy spotkam takiego naprawdę, który będzie mi mówił takie rzeczy, a ja będę w to wierzyła.
Ale poza tym smutkiem chcę widzieć więcej. Nie chcę już budzić się ze łzami w oczach, nie chcę zaczynać dnia od patrzenia na telefon, czy mam wiadomość od Ciebie, bo wiem, że nie mam a patrzenie jest efektem dwuletniego przyzwyczajenia.
Nie chcę już robić wszystkiego ciągnąc za sobą ogon smutku i niespełnionego marzenia, wlokąc pod rękę iluzję Jego - mojego idealnego, wymarzonego, mądrego i czułego mężczyzny, który jednak koniec końców okazał się tylko mirażem.
Chcę znów traktować siebie, jako kogoś, kogo kocham najbardziej i cieszyć się z czasu, który ze sobą samą spędzam.
Chcę pójść chociaż krok do przodu, bo od tych łez całkiem zamokły mi buty i stanie w kałuży własnego smutku jest jednak mało przyjemnym i rozrywkowym zajęciem.
Chcę zapełnić przestrzeń wokół siebie nowymi doznaniami, wydarzeniami, książkami, filmami, ludźmi, jeściem. Chcę tych nowych rzeczy bez tego ciągłego odwracania się za siebie i patrzenia, czy On też ze mną jest.
Muszę Go puścić, pozwolić mu odejść, dać się utulić ostatni raz, na jego cześć wyprawić kolację i zeszmacić się przy jakimś okropnym filmie, powiedzieć, że kocham i będę kochać, bo był Najpiękniejszym Marzeniem o Miłości, jakiego sama sobie nie wymyśliłam nigdy.
Kochanie, dziś chcę płakać tylko ze wzruszenia a nie ze smutku.
Twój Karmelek
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz