Przyjechała o poranku, kiedy słońce niemrawo zaczęło pojawiać się na świecie. Wraz z zapachem perfum i wyrzutów sumienia stanęła w progu, pozwoliła się uściskać i zasiadła przy stoliku zabierając się za pałaszowanie naleśników.
Otuliłam się Jej ciepłem i pozwoliłam sobie być, wewnątrz naszego wspólnego świata, pomiędzy opowieściami, wspomnieniami, żartami, hektolitrami herbaty i pysznościami na stole. Pozwoliłam czasowi się unosić, nie goniąc go, nie odliczając, nie łapiąc nerwowo ani nie popychając do przodu, byle tylko dzień już się skończył.
***
Miesiąc temu zobaczyłam Cię po raz pierwszy. Dołączyłaś do istniejących elementów mojego życia, jako jeden z nowych, ale jak szytych na miarę. Miesiąc temu zapłakana siedziałam z Tobą nad niedopitym kubkiem herbaty, patrząc za okno, żeby unikać patrzenia Ci w oczy. Całkiem nowe oczy w moim świecie. Oczy, które obserwowały mnie od dawna.
Miesiąc temu bałam się jutra, miesiąc temu skończyło się moje kochanie, miesiąc temu odszedł On, miesiąc temu zostałam znów sama, miesiąc temu myślałam, że nigdy nie przestanie boleć. Miesiąc temu każda czynność wymagał wielkiej siły. Miesiąc temu koło siebie miałam wielki krater pustki, żalu i tęsknoty.
Miesiąc temu uczyłam się oddychać od nowa.
Miesiąc temu zgubiłam swoje ciało.
Miesiąc temu świat zakręcił się wkoło a ja upadłam.
Podnoszę się już. Powolutku, krok za kroczkiem. Wdech i wydech są łatwiejsze z każdym dniem. Uczę się siebie od nowa.
I smażę naleśniki dla swoich Przyjaciół, którzy nie wywracają mojego świata do góry nogami.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz