niedziela, 9 lutego 2014

Zaspane Chomiki

Dziś Chomiki są bardzo niewyspane i wpadają na siebie nawzajem, ziewają, zapominając zasłonić pyszczki i zawieszają się, wyglądając przez okno. 

Poszarpany sen, męczący kaszel, zmęczony poranek spowity mgłą. Moja głowa otulona watą rejestruje rzeczywistość z opóźnieniem. Palce nie trafiają w klawisze, wzrok zatrzymuje się, zasypiam z otwartymi oczami. 

Wstaję po porannej drzemce, gdy dzień w pełni. Mgła opadła, pozostawiając siebie wysoko w chmurach, lekko przykrywając słońce sobą. Resztki śniegu na poboczach chodników i kępy buro-zielonej trawy, puste, niedzielne ulice. Cisza w bloku, nikt nie ubija mięsa na kotlety, nikt nie odkurza i wyjątkowo niczego nie remontuje. Wszystko zastygłe w odpoczynku końca tygodnia. 

Powoli poruszam się po domu, niczym zawieszona w jakimś półśnie, bez dźwięków, wytłumione wszystko zamglonym światłem, wyciszone i zatrzymane przedponiedziałkowym trwaniem w odpoczynku. 

Odrzucam propozycję spotkania, próbując zmusić ciało do lepszego samoczucia. Stan półchorowania wymęcza, kolejna noc z przerywanym snem, utrudnione oddychanie, ból z tyłu gardła - odpoczywam, serwuję sobie gorące kąpiele, jem zdrowe rzeczy i inhaluję zatoki. Wcinam czosnek, piję ciepłe płyny, oszczędzam gardło i nie zarywam celowo nocy. 

Wczoraj usłyszałam, że chore zatoki to kłopot na linii związku. Jakże to pasuje idealnie. Ale czy w takim razie dopóki nie uleczę swojego samopoczucia w głowie to nie poczuje się lepiej moje ciało? Mam nadzieję, że jedno i drugie już niebawem dojdzie do siebie. 

Serwuję sobie dużo głasków, płaczę mniej, otulam samą siebie ramionami do snu, dbam o dietę i odpoczynek. Nie śpieszę się z niczym, też ze zdjęciem bandaży z serca. Daję sobie czas i otwieram oczy na to, co dobrego dzieje się wokół. Nie zdrapuję strupów, ale czekam, aż same odpadną, a siniaki smaruję maścią łagodzącą ból. 

Dbam o siebie. Pozwalam innym na to. Nie spinam się. Jestem. Patrzę. Rozglądam się. Powoli i bez pośpiechu. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz