Różowy świt zamienił się w szary dzień. Poranne przebudzenie, letnia woda w kranie, odrosty, wymagające farbowania i apetyt na nie wiadomo co, ale coś smacznego. Drapanie w gardle, na które nic nie pomaga.
Pocieszający jest stos książek, czekających na przeczytanie. Ale dziś sama nie wiem, od której zacząć i zaczynam trzy na raz, chcąc móc je czytać jednocześnie. Gdybym mogła siebie sklonować, to po to, żeby móc czytać kilka książek w jednym czasie. Nie mogę więc podjąć decyzji i próbuję każdą, czytając po kilka stron i z chciwością zabierając się za następną.
Nakładam kolejną warstwę lakieru na paznokcie, zastanawiając się, ile przeciętnie trzyma się lakier innym laskom, bo mnie zdecydowanie za krótko. Myślę jednocześnie, co zjeść i komponuję listę zakupów jedzeniowych w głowie.
Planuję dzień i zastanawiam się, czy chce mi się wychodzić kilka razy z domu, czy tylko raz i że może zakupy lepiej przełożyć na jutro, skoro nie spodziewam się w sobotę żadnych dodatkowych rozrywek.
Umówione spotkanie ustawia dzień i porządkuje działania. Dziś nie będę robić rzeczy, bo "muszę" ale bo "chcę". Więc nie zrobię czegoś, czego nie chcę. Nie zrobię niczego, co "powinnam" albo "wypada" czy "należy". Takie sobie zrobię dziś.
Planuję dzień i zastanawiam się, czy chce mi się wychodzić kilka razy z domu, czy tylko raz i że może zakupy lepiej przełożyć na jutro, skoro nie spodziewam się w sobotę żadnych dodatkowych rozrywek.
Umówione spotkanie ustawia dzień i porządkuje działania. Dziś nie będę robić rzeczy, bo "muszę" ale bo "chcę". Więc nie zrobię czegoś, czego nie chcę. Nie zrobię niczego, co "powinnam" albo "wypada" czy "należy". Takie sobie zrobię dziś.
Czy tęsknię za Nim? Nie wiem. Okazał się papierowym ideałem, nieistniejącą cudownością. Tęsknię bardziej za marzeniem o nim, za marzeniem o rzeczach, które chciałam z Nim robić, dzielić, układać. Tęsknię za swoim samoczuciem - za spokojem, oparciem, ciepłem i radością.
Najtrudniej pogodzić się z tą dwoistością - On istniał i nie istniał zarazem. Był prawdziwy a jednak nie był. Stawia to pod znakiem zapytania wszelkie wydarzenia. Bo czy one były, skoro On nie był prawdziwy? Czy też skoro nie był prawdziwy, to ich też nie było? Ale skoro boli, to chyba jednak były, bo jak może boleć coś, czego nie było? Czyli On jednak był. Na pewno był - w mojej głowie. Tęsknię więc za tym, co miałam w głowie.
***
Ależ można mocno uwierzyć w wyobrażenie i z okruchów poskładać sobie marzenie, które staje się rzeczywistością, jakkolwiek nie ułudną, ale jednak rzeczywistością.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz