To byłby taki dzień, kiedy miałabym Ci dużo do opowiedzenia.
Długo spałam ale nie mogłam się jakoś obudzić, nos nadal przytkany, ale przynajmniej głowa nie bolała. Trochę się ciamkałam rano, że śniadanie, że książka, że kąpiel, układanie włosów, kiedy zorientowałam się, że jeszcze muszę na pocztę pójść przed pracą wysłać matce pieniądze.
Ładnie mi się dziś udało ułożyć włosy i na poczcie nie było kolejki i też po obiad w szkole, i jadłam z dziewczynami i to było przyjemne i będę się z K wymieniać książkami i fajnie dowiadywać się nowych rzeczy o ludziach, z którymi się pracuje. I chłopcy pożyczyli mi książki dwie, więc mam i Grzędowicza i Kerouaca.
Zajęcia też miałam całkiem udane i dziś zrobiłam test. Cudownie było wejść do klasy i powiedzieć - "proszę wyjąć karteczki, mamy test". Zważywszy na specyfikę przedmiotu to trochę całkiem mocno nawet pewnie było zaskakujące. Będę sobie czytać co tam powymyślali.
Ale poczułam się średnio potem, i strasznie żołądek i jelito mi zastrajkowały. Trochę nie wiedziałam, czy bardziej dołem czy górą. Ale jak dotarłam do maluchów, to już się wyklarowało, i kapkę lepiej.
Zjadłam kolację popijając amolem i zagryzając trilakiem.
A jak wróciłam to sobie posiedziałam w wannie.
A teraz niebawem wejdę pod kołdrę, poczytać, pogrzać się, poodpoczywać i wcześniej pójść spać, bo jutro wcześniej muszę wyjść, żeby oddać książki do biblioteki i popożyczać nowe.
Mam znów fazę na czytanie i myślę o tym jak o jedzeniu samych pyszności, jak o wgryzaniu się w najcudowniejsze danie, pachnące smakowicie, tak, że się oblizuję i nie dość mam i chcę więcej. Gdyby książki były jedzeniem, to chyba by były bezą. I obiadem z ziemniaczkami pieczonymi i chrupiącymi racuszkami i sernikiem na zimno i kopytkami z gulaszem i o tak właśnie, ale mi się chce czytać.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz