Przez niespodziewane zupełnie wydarzenie złapałam się dziś na myśleniu, że w życiu muszę na wszystko sobie zasłużyć. Albo zapracować. Że rzeczy nie przydarzają się, bo tak, bo tak wypadło, taki jest zbieg okoliczności, taki ma ktoś kaprys. Wydaje mi się, że trzeba włożyć wysiłek, aby coś zyskać, otrzymać, że trzeba sobie rzeczy wypracować, osiągnąć.
Nie przyszło mi do głowy, że ktoś może chcieć mi coś dać, bo tak po prostu ma ochotę. Nie przyszło mi do głowy, że sam fakt mojego istnienia może już kogoś zainspirować do jakiegoś pozytywnego działania na moją rzecz. Moim natychmiastowym, odruchowym myśleniem jest, że przecież nie zasłużyłam. Nie należy mi się. Nie jestem dość warta, żeby robić mi takie niespodzianki. Nie byłam dość dobrą osobą, dość wystarczającą, dość jakkolwiek pozytywną.
Myślę sobie, że nie przyszło mi do głowy, że każdy daje tyle, ile może czy potrafi i w sposób, na jaki ma ochotę. I nie mi oceniać, czy warto mi coś dać, czy nie. Albo nauczę się brać, co dostaję, albo będę wciąż zaplątana w poczucie winy.
Nie zdawałam sobie sprawy, jak bardzo wciąż brakuje mi pewności siebie. A myślałam, że już jest lepiej...
"Hearts and minds play with equal strength"
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz