Trudny miesiąc. Zmarła Nina Andrycz, Philip Seymour Hoffman, prawdopodobnie parę innych, mniej znanych osób i zmarł On. Ty umarłeś. Odszedłeś, tak, jakbyś umarł. Zważywszy na przypadłość, którą Cię obdarzono, mogłam się tego spodziewać.
Przeżywam swoją małą żałobę. Nie muszę spotykać się z Twoimi rzeczami, zastanawiać się, co z nimi zrobię, oddawać Twoich ubrań (oprócz kilku podkoszulków, które dla Ciebie kupiłam, schowane w szafie czekają na podjęcie przeze mnie decyzji w ich sprawie), przeglądać dokumentów, sprzątać, porządkować, płakać nad Twoim kubkiem, z którego lubiłeś pić, wyrzucać kosmetyków do pielęgnacji męskiej cery, zastanawiać się co zrobić z Twoimi perfumami, których zapach wywołuje u mnie natychmiastowe łzy, szukać Cię nocą na łóżku i natykać się na pustkę.
Natykam się na pustkę w sobie i w sobie porządkuję rzeczy, które należą do Ciebie albo z Tobą się kojarzą. To w sobie przekładam teraz, układam, zastanawiam się, co wyrzucić, co zostawić, co mam zrobić z tym, co mam w głowie.
W domu nic się nie zmieniło, tylko rzadziej ruszam komputer ze stolika, częściej włączam tv, dłużej siedzę w wannie i czyszczę i poleruję dokładniej. Ale wciąż moje rzeczy są koło mnie, nie ma pustych półek po Twoich skarbach, wszystko wygląda tak, jakbyś nigdy nie był w moim życiu.
Tylko boli mnie w środku, tylko płaczę częściej, tylko tęsknie więcej i codziennie budzę się i kładę z poczuciem, że czegoś bardzo bardzo mi brakuje.
You ever love someone so much you thought your little heart was gonna break in two?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz