Przedzieram się przez niedzielne popołudnie, powoli, z trudem popycham wskazówki zegara, żeby nadszedł wieczór. Nie chcę jutra ale też nie wiem co zrobić z rozciągającym się czasem, kładącym się w nieskończoność dnia. Próbuję czytać, maluję paznokcie, starając się cierpliwie poczekać aż wyschną, wieszam pranie, gotuję zdrowy obiad, wyglądam przez okno, patrzę na cienie na ścianie.
Na bezludnej wyspie mojego mieszkania szukam miejsca dla siebie i trochę kręcę się jak pies, który szuka miejsca do leżenia.
Układam klocki gry, szukając punktu zaczepienia dla myśli. Im więcej wolnej przestrzeni wokół mnie, tym usilniej pragnę ją zapełnić czymś znanym i bezpiecznym, chciałabym otulić się kochaniem.
***
Tęsknię za miłością. Była przyjemna. Tak spokojnie było budzić się co dzień z poczuciem, że się kocha i że się jest kochanym. Wychodzić do świata z miłością na ramieniu, otuloną nią jak ciepłym, wygodnym płaszczem.
Niedziele wydają się dłuższe bez kochania. Bardziej puste. Cichsze. Wolniejsze.
***
Chciałabym pojechać dokądś pociągiem. Oglądać zmieniające się widoki za oknem, świat, który rozciąga się na całej trasie, który zostawiam i do którego zmierzam. Chciałabym słyszeć stukot kół na torach, wypić herbatę w warsie, oglądać współpasażerów, czytać książkę, słuchać muzyki i patrzeć na to co wokół mnie, co ucieka sprzed oczu. Otulona szalikiem chciałabym podróżować dokądś koleją. W jakieś miłe miejsce najlepiej, w którym czeka na mnie coś przyjemnego.
***
Chciałabym pojechać dokądś pociągiem. Oglądać zmieniające się widoki za oknem, świat, który rozciąga się na całej trasie, który zostawiam i do którego zmierzam. Chciałabym słyszeć stukot kół na torach, wypić herbatę w warsie, oglądać współpasażerów, czytać książkę, słuchać muzyki i patrzeć na to co wokół mnie, co ucieka sprzed oczu. Otulona szalikiem chciałabym podróżować dokądś koleją. W jakieś miłe miejsce najlepiej, w którym czeka na mnie coś przyjemnego.
***
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz