sobota, 15 lutego 2014

noc/poranek

W różowych rękawiczkach myję podłogę w środku nocy. Sprzątam, usuwam, likwiduję. Brud i wdzierający się w mózg zapach moczu. Odkażam, szoruję, płuczę. Ten sam schemat - podłoga, płukanie szmaty, muszla. Rozpylam zapach na końcu i odkładam różowe rękawiczki. Ale nigdzie nie mogę znaleźć różowych okularów. Koszty mieszkania przeskakują w głowie. Odliczam dni do jej wyjazdu, licząc, że wcześniej skończą się jej pieniądze. Z tyłu głowy wypełza i czai się w ciemności obawa, że znów pojawią się Zwidy. Odwracam oczy i zamykam drzwi od pokoju. Nie chcę musieć się z tym mierzyć. Układam się w łóżku. Próbuję zasnąć, otulając się ciepłą kołdrą. Łyk wody i głęboki oddech. Poklepuję się po ramieniu i mówię do siebie - Jesteś dzielna. Tak, jestem - odpowiadam samej sobie. I zamykam oczy i łzy bezsilności płyną w ciszy, a ja pozwalam im być ze mną, bo przecież nie muszę sobie radzić z tym sama. 

***

Przeciągam rano czas wylegiwania się. Sprawdzam rzeczy w telefonie, czytam kilkanaście stron książki, układam się, żeby mi było wygodniej. Wstaję powoli i zaczynam od sprawdzenia poziomu czystości. Z ulgą wchodzę do łazienki i ogarniam poranne czynności. Zmieniam pościel, zbieram pranie, nastawiam nowe, z większą dbałością składam ubrania i wprowadzam porządek gdzie mogę do chaotycznej nieprzewidywalnej rzeczywistości. 
Układam rachunki, zapisuję wydatki, liczę, tryb oszczędnościowy w toku. Zapisuję w notesie kolejną przeczytaną książkę. Ciągnę samą siebie za rękę, żeby działać i nie zwijać się w kłębek na łóżku od rana, ale najpierw zrobić wszystko a potem odpocząć. 

***


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz